Ku naturze i przygodzie! Zdobywamy szczyty Tatr

W góry pojechałem z zamiarem przebywania pośród natury. Chciałem być oderwanym od pędzącego świata i odpocząć. Towarzyszyły jednak temu też motywacje zdobywcze. Celem było wybranie się w góry z plecakami, spanie w schroniskach, zdobywanie szczytów, podziwianie krajobrazów i cieszenie się każdą chwilą wędrując ciekawymi szlakami. Myśleliśmy m.in. o Orlej Perci i Świnicy. Było pełno przygód.


Dzień I

Idziemy w góry! Kierunek: Dolina Pięciu Stawów

Tego dnia zamierzaliśmy jedynie dotrzeć do Doliny Pięciu Stawów i tamtejszego schroniska. Wyruszyliśmy wcześnie, lecz nie spiesząc się. O 8 byliśmy na szlaku idąc w kierunku Morskiego Oka. Idąc asfaltową drogą nie czuć tego klimatu, dlatego jak tylko zobaczyliśmy tabliczkę "Dolina Pięciu Stawów" i ścieżkę skręcającą w las, ucieszyłem się niezmiernie. Szlak dość łatwy, bez żadnych trudności, ale i tak piękny.

Chociaż najbardziej uwielbiam tę część gór, gdzie już nie rosną drzewa, to jednak tak bujnej natury nie da się nie kochać. Lasy, ścieżynki, potoki i wodospady - cały urok gór. Z tego względu warto też wychodzić wcześniej, by nie musieć chodzić pośród tłumu, a cieszyć się ciszą i dzikszą przestrzenią. Co do wodospadu... na szlaku można zobaczyć ogromny wodospad Siklawę.


Górskie krajobrazy i pomysłowe fotografie
Zaraz od niego idąc ok. 10-15min dociera się już do schroniska na Dolinie Pięciu Stawów. Z racji, że była jeszcze wczesna pora, postanowiliśmy tego dnia zwiedzić okolice doliny. Powstał dość ambitny plan, by zejść do Morskiego Oka i przed zmrokiem wrócić do schroniska. W tym punkcie warto zaznaczyć, że trasa Schronisko na Dolinie Pięciu Stawów - Morskie Oko jest na prawdę piękna i obfita w nadzwyczajne widoki. Można podziwiać z daleka pięć stawów, Morskie Oko, Czarny Staw, Orlą Perć, Rysy, Gerlach i wiele innych urzekających elementów naturalnego krajobrazu.

Z tego też względu w połowie drogi, będąc na najwyższym punkcie szlaku, postanowiliśmy zrelaksować się, porobić zdjęcia i w spokoju cieszyć się miejscem.


Zamiast robić duży kawał drogi i później w pośpiechu wracać, zatrzymaliśmy się i nawet udało się zrobić krótką drzemkę. Przy tak czystym powietrzu i miękkiej trawie można było doskonale wypocząć.

Posiedzieliśmy tam z godzinę, po czym zaczęliśmy wracać w stronę schroniska. Nie mogąc nacieszyć się widokami co chwilę robiliśmy coraz to ciekawsze zdjęcia. Zafascynowałem się wtedy fotografią i zacząłem myśleć jak zrobić dobre zdjęcie. Tak pojawił się pomysł zdjęć m.in. zegarka na tle gór, który w dodatku pasował do otoczenia. 


Rozmowy w schronisku na temat Orlej Perci
Jedząc kolację postanowiliśmy dołączyć do rozmowy młodych podróżników, którzy właśnie wrócili z Orlej Perci. Chcieliśmy zasięgnąć rad odnośnie tego szlaku oraz Świnicy. Dowiedzieliśmy się wielu cennych informacji, jak między innymi to, że aby trafić w najlepszą pogodę najlepiej wyjść na szlak między 4 a 5 z rana. W lipcu często około 14 zmienia się pogoda, dlatego najwyższe szczyty warto zdobywać przed południem. W dniu naszej wyprawy zapowiadano deszcz około godziny 9-10, więc niezbyt optymistycznie jak na zdobywanie Orlej Perci. Postanowiliśmy przynajmniej spróbować zdobyć Świnicę. To i tak w sumie ambitnie, jak na pogodę jaka nas zastała drugiego dnia.


Dzień II
Malowniczy szlak w kierunku Świnicy
Wstaliśmy o 4 rano. Szybkie śniadanie, poranny prysznic, pakujemy małe plecaki na trasę i wychodzimy. Cudownie jest wyjść tak wcześnie. Było bardzo rześko i cicho wszędzie wokół. Na trasie przez pierwsze 3h nie spotkaliśmy nikogo. Szlak Schronisko w Dolinie Pięciu Stawów - Zawrat był obfity w jedne z najładniejszych widoków jakie podczas tej wyprawy mijaliśmy. Otoczenie tak dzikie i nienaruszone, że idąc tą ścieżką bez dodatkowego towarzystwa czuliśmy się jak prawdziwi wędrowcy.

Te strumienie biegnące ze źródeł, zalane wodą polany, skały dookoła oraz granie szczytów, które choć były tak blisko, swoją wzniosłością raczej sprawiały wrażenie odległych i niedostępnych. Coś pięknego! Natura w pełnej okazałości.

Wchodząc coraz wyżej znaleźliśmy też miejsce, które bardzo mocno przypominało krajobraz z Władcy Pierścieni. Przez moment poczułem się jak Legolas wołający "They're taking the hobbits to Isengard!".



Przełęcz Zawrat - miejsce, gdzie zaczynają się przygody
Wejście na Przełęcz Zawrat nie jest wymagające, a dostarcza wielu widoków. Między innymi doskonale widać wszystkie pięć stawów. Szlak warty zobaczenia. Ponadto Przełęcz Zawrat jest miejscem, w którym rozpoczynają się prawdziwe przygody. Stąd można wejść na Świnicę, Orlą Perć lub zejść stromym, również trudnym szlakiem do Schroniska Murowaniec.
Wejście na Orlą Perć

Przyznacie, że wejście na Orlą Perć robi wrażenie? Kusi mnie kiedyś zdobyć ten szlak, jednak trochę też napawa mnie lękiem droga ostrymi graniami, gdzie po obu stronach znajdują się urwiska. Jako pomoc masz łańcuchy, drabinki i klamry, które powinny ułatwić drogę, jednak stromości i wysokość robi swoje. Jedno jest pewne... musi być ciekawie. W taką pogodę jednak zdecydowaliśmy się nie ryzykować wyruszenia w tak niebezpieczny szlak. Wybraliśmy Świnicę. W tym momencie zaczęło też kropić, ale delikatnie. Pogoda była niepewna, ale postanowiliśmy zaryzykować i wyruszyć na Świnice. Powinniśmy zdążyć zejść ze szczytu zanim zacznie bardziej padać. Taaak...

Zdobywamy Świnicę
Zaraz po wejściu na szlak "Świnica" skończyła się zwykła ścieżka, a zaczęły się skały i łańcuchy. Droga prowadzi nie od razu na sam szczyt, a trzeba go nieco obchodzić idąc przy urwiskach. Poniżej na zdjęciu brat pokonujący jeden z fragmentów trasy.


Nie raz musisz wejść po klamrach, trzymać się dobrze łańcuchów i uważnie stawiać każdy krok. Jeden błąd i Cię nie ma. 2300 m.n.p.m. to nie jest nisko, a skały też mają różną przyczepność. Były momenty w których przyznam, że serce zaczynało bić szybciej.


Zauważyłem też, że to jest całkowicie inne doświadczenie zdobywać szczyt, gdzie trzeba faktycznie się wspinać, a nie tylko kroczyć po ułożonej z kamieni ścieżce. Jest nutka adrenaliny i trzeba się nieco wysilić. Świadomość wysokości przy tego typu aktywności dodatkowo potęguje wrażenie. A i widoki są inne z takich wysokości.



Z każdą chwilą coraz bardziej kropiło i szlak stawał się coraz trudniejszy. W dobrą pogodę nie był łatwy, a w deszczu stawał się wyzwaniem. Doszliśmy do wniosku, że lepiej zdobyć Świnicę i iść dalej na Kasprowy Wierch, niż schodzić tą samą drogą. Taki mieliśmy wstępnie pomysł. Chwilę później wydarzyło się coś niezwykłego. W jednym momencie usłyszeliśmy skrzek jastrzębia i nagle naszły chmury, które zasłoniły prawie całe widoki. Byliśmy zdumieni i podnieceni zbiegiem tych dwóch zjawisk w jednym czasie. Jakby ktoś chciał coś nam przekazać.

Na szczycie i w tarapatach
Najciekawsze jednak było przed nami. Po wielu podejściach, niektórych nawet trudnych, zdobyliśmy szczyt. Chmury jednak były na tyle gęste, że nie mogliśmy nigdzie znaleźć zejścia na Kasprowy Wierch. Trochę czuliśmy się jak w potrzasku. Poza tym byliśmy w miejscu, gdzie dookoła nas widać było tylko niższe szczyty gór - łyse, skalne granie i nic więcej. I nagle huk! Grzmot dochodził od strony Zakopanego. W głowie pojawiło mi się typowe dla takich sytuacji słowo na "k" i postanowiliśmy nie tracąc ani chwili schodzić czym prędzej tym samym szlakiem. Woleliśmy nie zastać złapani przez burze będąc na takiej wysokości i w tak niebezpiecznym miejscu. Zdążyliśmy zrobić tylko jedne zdjęcie...


Deszcz!
Schodzenie w coraz większym deszczu po śliskich skałach i łańcuchach przy przemokniętych już rękawicach dodaje jeszcze większej adrenaliny. Pośpiech, trudne warunki - łatwo o błąd. Staraliśmy się jednak zachować ostrożność, nie pospieszać się na wzajem i nie przeszkadzać sobie. Ciężko mi opisać emocje jakie wtedy towarzyszyły schodzeniu ze Świnicy, ale były duże. Na szczęście udało się pomyślnie dotrzeć z powrotem do Przełęczy Zawrat. 

Będąc tam padał już pełny deszcz. W porę się wyrobiliśmy. Szczęście, że nie zastał nas taki na szczycie. To była przygoda! 

Do schroniska wróciliśmy przemoknięci, a w dodatku zaczęło mnie boleć kolano z racji dużych przeciążeń. Ale przynajmniej mogliśmy być dumni z faktu, że o 10 dotarliśmy do schroniska po zaliczeniu szczytu, podczas gdy większość ludzi pozostała od rana i czekała na poprawę pogody. W schronisku ogrzaliśmy się i przebraliśmy, a gdy przestało padać zeszliśmy do Zakopanego na nocleg w poprzednim domku z nowym pomysłem na kolejny dzień. Z Orlą Percią jedynie się przywitaliśmy, ale zdobędziemy ją innym razem.


Dzień III
Na Giewont i jeszcze dalej
Podobnie jak dzień wcześniej, tego dnia wyruszyliśmy również z samego rana. Nie ma bowiem nic lepszego w górach niż puste szlaki i możliwość obcowania z naturą bez niepotrzebnej chmary ludzi. Mieszkaliśmy przy samej Ścieżce pod Reglami, więc od razu wyruszyliśmy na szlak. Idąc na Giewont obraliśmy szlak biegnący przez Dolinę Małej Łąki. Pogoda z rana dopisywała, co można zobaczyć na zdjęciu poniżej.

Szczególnie te zdjęcie spodobało mi się z całej trasy. Ma w sobie pewien urok.


Idąc po szlaku warto też poza oglądaniem odległych krajobrazów czasem spojrzeć na to co blisko nas, lub pod samymi nogami. Zdjęcie tej ścieżki bardzo mi się podoba, a przypomina nieco "Stairway to heaven". W górach właściwie na każdym kroku można zobaczyć coś pięknego. Trzeba tylko być uważnym. 


Wchodzimy na Giewont
Jest to dość popularny szczyt, na którym podejrzewam że większość osób była lub też o nim słyszała, dlatego zbyt dużo nie będę się rozwodził. Samo wejście prowadzi co prawda po skałach z łańcuchami, jednak jest na tyle bezpiecznie, że czasem nie są potrzebne lub tak wszystko jest wymyślone, że każdy powinien dać sobie radę. 

Na szczycie byliśmy już ok 7/8 godziny, a więc towarzyszyła nam zaledwie garstka ludzi. Nie musieliśmy czekać w kolejce, jak to podobno bywa w południe. Warto wychodzić wcześnie. Oczywiście na szczycie trzeba zrobić kilka zdjęć i uwiecznić widok krzyża.


Nasilający się ból kolana
Zjedliśmy, popodziwialiśmy widoki, chwilę odpoczęliśmy i zaczęliśmy myśleć co dalej. Kolano zaczęło dość mocno dokuczać, dlatego nie chciałem nastawiać się na mocne obciążenia. I tak część trasy musiałem pokonać o prawie prostej prawej nodze. Nie za miła sytuacja. Jednak widoki szczytów w oddali i wizja zdobywania coraz to kolejnych dodała mi sił i motywacji. Starałem się odpowiednio stawiać każdy krok, a w razie czego z każdego szczytu była również możliwość zejścia do Ścieżki pod Reglami.


Czerwone Wierchy - droga szczytami
Pierwsza na drodze była Kopa Kondracka (2005 m.n.p.m.). Chociaż dość wysoko, wejście jest bardzo łatwe. Na szczyt prowadzi wytyczona ścieżka bez łańcuchów czy stromych podejść. Na zdjęciu powyżej widać Czerwone Wierchy jeszcze nie zakryte chmurami. Później z każdą chwilą zaczynały się chować. Natomiast tradycyjnie, będąc na szczycie musiałem też zrobić flagę :)


Szlak przez Czerwone Wiechy polecam każdemu. Idzie się ciągle szczytami, można podziwiać widoki z każdej strony, a jednak droga wiedzie bez większych trudności. 

Drugi w kolejności był Małołączniak (2096 m.n.p.m.). Tutaj z kolei było nieco wyżej i weszliśmy na poziom chmur. Widoczność znikoma, ale też i tworzy to nadzwyczajny klimat. Uczucie jakby człowiek przeniósł się do wyizolowanego świata, gdzie nie istnieje nic poza tym jednym szczytem.



Idąc szlakiem Czerwonych Wierchów zgubne może okazać się czasem to, jak wydają się być blisko siebie. Możemy chcieć zaliczyć wszystkie, a trzeba jeszcze wziąć pod uwagę zejście. Na szczęście wcześnie wyszliśmy i mieliśmy mnóstwo czasu - była dopiero 11/12. Nie spiesząc się, chwilę odpoczęliśmy i postanowiliśmy rozpocząć drogę w kierunku Krzesanicy (2122 m.n.p.m.). Jedynie te kolano ...co prawda nie bolało non stop, ale od czasu do czasu pojawiał się impulsowy ból, który unieruchamiał nogę i myślałem, że nie zegnę jej więcej. Na szczęście częste odpoczynki umożliwiły drogę w dalszym kierunku.

Docierając na Krzesanicę zobaczyliśmy dość nietypowy widok. Dziesiątki ułożonych kamiennych wieży i mgła dookoła tworzyły mroczny, nieco cmentarny klimat. Bardzo ciekawe uczucie, w dodatku gdy towarzyszyła temu całkowita cisza i mżawka. Gdyby jeszcze znajdowały się w okolicy stare grobowce, czułbym się jak Indiana Jones poszukujący legendarnych skarbów. 

W końcu na dole - podsumowanie trasy
Po tym szczycie był jeszcze Ciemniak (2096 m.n.p.m.) i zaczęliśmy schodzić w dół. Przeszliśmy całe pasmo gór pokonując łącznie tego dnia trasę prawie 20km. Dotarliśmy do Doliny Kościeliskiej już w deszczu i chcieliśmy jak najszybciej dotrzeć do domu. W mieszkaniu byliśmy po 17. Łącznie 12 godzin wędrówki. Nie będę ukrywał - dotarliśmy do mieszkania zmarnowani, zmęczeni tak że nie chciało się już rozmawiać i tylko myślałem o tym, kiedy będę mógł pójść spać.


W dodatku zejście z Czerwonych Wierchów jak widać na wykresie jest dość strome i od połowy trasy, aż do samego mieszkania szedłem o całkowicie prostej prawej nodze. Problem z kolanem na tyle się nasilił, że każde większe zgięcie kolana powodowało mocny, impulsywny ból. Ale i tak było warto! Nic nie zastąpi takich przygód, wrażeń, widoków i odpoczynku pośród natury.

Radość z udanej wyprawy i głód kolejnych wrażeń
Jestem dumny z całej wyprawy, szczęśliwy, że udało się zdobyć tyle szczytów, ale też głodny kolejnych wrażeń. Będąc na Świnicy zrodził się plan, który trzeba będzie kiedyś spełnić - wejść na Kasprowy Wierch, przejść szczytami na Świnicę i zejść przez Przełęcz Zawrat do schroniska Murowaniec. Natomiast widok Orlej Perci zachęcił mnie, by któregoś razu przejść cały ten szlak. Mam nadzieję, że uda się zrealizować w przyszłości te wyzwania.

Tak wyglądała nasza wyprawa w góry, która zakończyła się kolejnego dnia powrotnym pociągiem do domu. Mam nadzieję, że zainspirowałem was nieco i pomyślicie sobie "Wow, super przygoda. Też muszę to zrobić!". A jeśli już byliście na podobnych szlakach podzielcie się swoimi wrażeniami w komentarzach!


Pozdrawiamy!

Ku naturze i przygodzie! Zdobywamy szczyty Tatr Ku naturze i przygodzie! Zdobywamy szczyty Tatr Reviewed by Poznawacz on 12:37 Rating: 5

1 komentarz:

  1. This excellent website definitely has all of the information I needed concerning this subject and didn't know who to ask. capital one card login in

    OdpowiedzUsuń

Obsługiwane przez usługę Blogger.