Majówka w śnieżnych Karkonoszach

Góry zawsze potrafią mnie zaskoczyć. Wiosną, latem, jesienią czy zimą - o każdej porze roku ukazują swoje piękno w innej odsłonie. Tym razem chociaż majówka, to krajobraz był raczej zimowy. Pogoda zaskakiwała co chwilę. Celem wyjazdu było wypoczęcie pośród natury i wyciszenie się, ale nie obyło się bez przygód. O nich dzisiaj...


karkonosze

Spontaniczna decyzja
Na majówkę było wiele pomysłów. Z różnych powodów nie wypaliły, a ostatecznie udało się zrobić coś spontanicznego i wyszło bardzo ciekawie.

W sobotę  o 16 pomyślałem, że fajnie by było wyruszyć w góry i oderwać się od całego świata. Wyruszyć ku naturze bez facebooka i wszystkich bieżących spraw na głowie - to było coś czego potrzebowałem. Odezwałem się do kilku znajomych. Większość miała już jakieś plany, nie każdemu pasował wypad, ale z jednym kolegą się zgadaliśmy i ustaliliśmy w poniedziałek o 6 wyjazd. W niedzielę ustaliliśmy wstępnie trasę, zrobiliśmy zakupy i zakupiliśmy bilety. Śmiesznie wyszło z butami, bo górskie zostawiłem w Lublinie i trzeba było na szybko coś znaleźć. Na szczęści OLX pomógł.



I Dzień

Przygody już na samym początku
Przygotowany i pozytywnie nastawiony na przygody nie sądziłem, że doznam ich tak dużo już na samym wstępnie. Hmm, nie były to jednak te przygody z kategorii cudownych zbiegów zdarzeń, a raczej złośliwości świata. 5. rano 1 maja... można się było spodziewać wszystkiego. Autobus odjechał kilka minut przed czasem, przez co na niego nie zdążyłem - kolejnym na pociąg bym nie zdążył. Myślę sobie "Uber, albo taxi, inaczej przypał". Chcę ściągnąć Ubera - na 99% zatrzymało się pobieranie i dalej koniec. Słabo. Dzwonię po taxi - spośród 5 firm nikt nie kursował o 5 z rana w mojej okolicy tego dnia. Nie zapowiadało się zbyt dobrze. Postanowiłem pobiec na tramwaj i liczyć na to, że jakoś jednak się uda. JakDojade nie wskazywało pozytywnego rozwiązania. Na szczęście znikąd pojawił się 201 (tramwaj nocny w Poznaniu), który zawiózł mnie na Most Teatralny. Uradowany patrzę, że autobusem nocnym dojadę na czas. Ten jednak nie przyjechał... No to biegiem z załadowanym plecakiem wyruszyłem w 1km pościg z czasem. Zmęczyłem się okropnie, stresu było niemało, ale wygrałem! O 6:17 wyjechaliśmy.

Wyruszamy na szlak

W drodze wciągnąłem się w książkę Elizabeth Gilbert - "Ostatni taki Amerykanin", dość ciekawe, polecam! Dotarliśmy około 12, kupiliśmy mapę, zjedliśmy hot doga w Żabce i podziwiając mieścinkę Szklarska Poręba wyruszyliśmy na żółty szlak prowadzący do Łabskiego Szczytu. 

Pogoda na majówkę miała nie sprzyjać - miało być zimno, pochmurno, deszczowo... najgorzej. A jednak się pomylili meteorolodzy! A przynajmniej tego dnia było cudownie. Przyjemnie wilgotne powietrze i ciepło sprzyjało wędrowaniu po lasach i górach. Z początku szliśmy typowo leśnymi ścieżkami. W końcu żadnych bloków i hałasu, a sama natura. Szybko oderwałem się od wszystkich myśli i po prostu zacząłem chłonąć piękną, otaczającą nas przyrodę. Po jakimś czasie idąc coraz wyżej zaczął pojawiać się tu i ówdzie śnieg co urozmaicało dodatkowo krajobraz. Ludzi nie było zbyt wiele, więc tym bardziej można było odpocząć. 



karkonosze majówka
Trasa Szklarska Poręba - Łabski Szczyt (żółty szlak)

Wychodząc na pewną wysokość zauważyliśmy, że tego śniegu to jak na maj dużo pozostało w Karkonoszach. Ukazał nam się widok na pokryte śniegiem góry.


karkonosze majówka
Trasa na Łabski Szczyt

Zamknięty szlak

Z racji warunków pogodowych nie wszystkie szlaki były otwarte. Część zamknięto z racji lawin śnieżnych, czy stromych zboczy, które mogą być trudne do pokonania. Musieliśmy więc pójść trasą zastępczą. Było stromo i ślisko. Trzeba było iść dużo wolniej i ostrożniej, chyba że biorąc przykład z małego chłopaczka idącego przed nami - można też próbować wejść jak najszybciej przy tym zaliczając setki miękkich upadków na śniegu. Nie było lekko. Na szczęście na górze czekały nas piękne widoki!

karkonosze majówka
Śnieżne Kotły

karkonosze majówka
Widok ze Śnieżnych Kotłów

Podziwiając widoki
Idąc szczytami mogliśmy podziwiać na prawdę piękne panoramy krajobrazu. Widoczność była doskonała i chciało się co chwilę robić coraz to lepsze zdjęcia. Super było też to, że było na prawdę ciepło. Będąc na szczycie, ubrany jedynie w koszulkę termoaktywną, t-shirt i kurtkę chroniącą przed deszczem czy wiatrem, nie można było narzekać na zimno. Pogoda sprzyjała wędrówkom. 

karkonosze majówka
Panorama na Czeskie Karkonosze z Łabskiego Szczytu


karkonosze majówka

Trasa powrotna z Łabskiego Szczytu

Noc w schronisku
Około 18/19 zaczęło się robić ciemniej więc postanowiliśmy kierować się już do schroniska. Wcześniej zarezerwowaliśmy 2 miejsca i tak się złożyło, że za 30zł/noc mieliśmy 5-os pokój na 2 osoby. Było komfortowo. Ustaliliśmy trasę na drugi dzień, zjedliśmy kolację i do spania. Na trasę 7/8h warto się wyspać. 

II Dzień

Pogoda jak to w górach...
... zaskakuje. Z rana deszcz, chmury, mała widoczność, wszyscy zostają w schronisku. Idealna sytuacja, by wyruszyć na szlak! Poczekaliśmy do 10, czy 11 żeby jednak pogoda się nieco uspokoiła i ruszyliśmy w trasę. Dość dobrze warunki atmosferyczne panujące na początku dnia pokazuje te zdjęcie:


karkonosze majówka
W drodze... (a te kamienie to Trzy Świnki)

Optymizm
Mieliśmy jednak nadzieję, że w końcu się rozpogodzi. Świetnie by było znowu móc oglądać widoki jak poprzedniego dnia. Tym razem zaplanowaliśmy trasę po Czeskich szlakach, by zobaczyć kilka urwisk, szczytów, ogromny wodospad... o ile chmury by się rozeszły. W każdym razie liczyłem na przygodę i jej nie zabrakło.

Idąc już po czeskich szlakach nie zapowiadało się na poprawę pogody, ale zakochałem się w tych warunkach. Lekko mżyło, wiał wiatr, widoczność na 10m, a Ty idziesz po białej pustelni nie widząc dookoła nic poza kilkoma krzewami. Oznaczenia szlaku? Fajnie jak drogowskaz udało się dostrzec. Przez kilka godzin głównie szliśmy wzdłuż śladów butów pozostawionych przez innych turystów lub też wzdłuż kijków powbijanych w śnieg, które oznaczały szlak. Warunki były trudne, ale sprawiały wrażenie wyzwania jakie góry nam rzuciły, by sprawdzić czy dotrwamy do końca i zasłużymy na widoki.


Urzekły mnie też momenty, gdy idziemy sobie w ciszy, podziwiając przyrodę w zasięgu 10m i nagle znikąd pojawia się człowiek, mija nas, mówimy sobie "Dzień dobry", po chwili odwracasz się i już go nie widzisz. Ta nutka tajemniczości...


karkonosze majówka
"The endless road"

Chyba coś przegapiliśmy... wczoraj tu już byliśmy
Tak. W pewnym momencie nie zauważyliśmy oznaczenia szlaku i łącznie straciliśmy 20-30min, by znowu wejść na odpowiedni szlak. Znikły już tutaj kijki, a pozostały ślady stóp. Na szczęście były na tyle gęste, że można było się domyślić szlaku. Tak dotarliśmy do schroniska, z którego miały być super widoki. Niestety, ale zasłoniły je chmury. Na dole jednak mieliśmy okazję zobaczyć rzekę Łaba, która miała swoje źródło właśnie na naszej trasie. Przez mgłę miała też swój tajemniczy urok.


karkonosze majówka
Rzeka Łaba

Tam coś jest!

Idąc dalej po zakrytych szlakach i mając nadzieję na poprawę dotarliśmy do kolejnej rzeczki. Patrzę w lewo, a rzeczka znika. Na początku myślałem, że chmury zasłaniają dalszy jej bieg. Zaciekawiony podszedłem i to co zobaczyłem zrobiło na mnie nie małe wrażenie. Byliśmy na szczycie wodospadu, który spadał 150m w dół urwiska.


karkonosze majówka
Urwisko i Dawid

karkonosze majówka
 Pančavský vodopád

Jak widzicie widoczność była na prawdę mała. Tutaj jednak wydarzyła się pewna magia. Podziwiając widoki z kolegą tak sobie rozmawiamy, że co jak co, ale widok mógłby przynajmniej tutaj się ukazać. Żeby tak choć na chwilę chmury odeszły na bok i Karkonosze pokazały swoje wdzięki. Nasze prośby zostały wysłuchane. Ponadto udało się uwiecznić na zdjęciach podziwiany wodospad. Porównajcie sobie zdjęcie z góry i te z dołu, a zobaczycie jak ogromna zmiana pogody nastała.


karkonosze majówka
 Pančavský vodopád


karkonosze majówka
 Pančavský vodopád (bez chmur)

Chyba zboczyliśmy ze szlaku...
W końcu nadeszła oczekiwana od kilku godzin poprawa pogody. Zrobiliśmy zdjęcia, cieszyliśmy się widokami, chwilę odpoczęliśmy i ruszyliśmy dalej. Widoczność faktycznie się zwiększyła chociaż raz za razem chmury zakrywały też wszystko dookoła. Kolejnym celem po wodospadzie, było dojść do schroniska, zjeść obiad i wyruszyć na niewielki szczyt, gdzie miały być jakieś ciekawe skały oraz widok na jamę. Tutaj pogoda znowu zrobiła nam psikusa, bo gdy dotarliśmy do drogowskazu okazało się, że w którymś momencie zboczyliśmy ze szlaku i skróciliśmy sobie drogę o 30-40min omijając schronisko. Widocznie jakiegoś zakrętu nie zauważyliśmy. W taką pogodę to mogło się zdarzyć. Ale skoro byliśmy z czasem do przodu, jeszcze nie głodni to ruszyliśmy dalej. Staraliśmy się trzymać kijków wskazujących drogę narciarzom, szukać wskazówek, ale nie było łatwo. Na szczęście dotarliśmy do celu.



karkonosze majówka
Harrachovy Kameny

Harrachovy Kameny i widok na Kotel
Tutaj było o tyle ciekawie, że jak przyszliśmy na miejsce nie widać było nic (zdjęcie powyżej). Po chwili wiatr zawiał, odsłonił się cały widok, lecz gdy tylko wyjąłem telefon chmury znowu zaczęły zakrywać Karkonosze. Udało się zrobić kilka zdjęć, ale na żadnym nie udało się uchwycić całej panoramy. Skoro chmury zakryły widoki, poszliśmy coś zjeść. Jedząc znowu ukazała się cała panorama, nawet więcej niż wcześniej. Ale znowu próba uchwycenia widoku się niezbyt udała. Tak to pogoda sobie z nas żartowała. Dwa udane zdjęcia wstawiam poniżej.


 Wynurzający się z chmur Kotel


Panorama z widokiem na Kotel

Bunkrów nie m... są bunkry!
Kierując się już ku schronisku znaleźliśmy drogę po szczytach, gdzie dosłownie był bunkier na bunkrze. Nie można było wejść do środka, ale ich widok i liczebność mnie zaskoczyła. W zasięgu wzroku widzieliśmy z 10-15 takich jak ten bunkrów.

 Bunkry

Ale szliśmy dalej...



Pogoda zaczęła na dobre się poprawiać i zaczęły ukazywać się widoki na całe góry. Poniżej budka i drogowskaz, których ujęcia też mi się spodobały.


U čtyř pánů

Piękne lasy 
Schodząc już coraz niżej z gór do doliny rzeki towarzyszył nam z kolei całkowicie inny klimat. Tym razem wędrowaliśmy po ścieżkach leśnych, gdzie natura zaczynała być już zielona, ale biały śnieg starał się zakryć co tylko mógł, Efekt był zdumiewający.



Poza tym ten spokój od miejskiego gwaru... słychać było tylko śpiew ptaków, strumyk biegnący raz z lewej, raz z prawej, widać było sarenki biegające po lesie i czuć te rześkie powietrze! Natura! Coś pięknego...



Nie wiem jak wam, ale mi się bardzo podoba taki las las przyprószony śniegiem.



Chwila odpoczynku podziwiając widoki
Po 7 godzinach wędrówki dotarliśmy do schroniska będącego na granicy Polsko-Czeskiej. Stamtąd było już 30min do naszego schroniska, gdzie poprzednio mieliśmy nocleg. Nie spiesząc się więc zasiedliśmy, przygotowałem sobie yerba mate i podziwialiśmy widoki. Tym razem była to yerba Playadito Despalada polecona przez portal Droga do Siebie, którzy to również okazali się być fanami Yerba Mate. 


Pod tym szczytem na lewo byliśmy (to Kotel)

To może jeszcze Szrenica
Obok schroniska znajdował się też szczyt - Szrenica, na którym jest schronisko, ale też widać stamtąd całe Karkonosze. Nie mogliśmy tam nie wejść i nie zobaczyć widoków uwieczniając je na kilku zdjęciach. 


Szrenica



Widoki na Karkonosze ze Szrenicy

To by było na tyle...
Później już tylko wróciliśmy do schroniska, gdzie odpoczęliśmy i z rana wyruszyliśmy do Szklarskiej Poręby. Dla odmiany, jak w górach nie było zbyt wielu ludzi, tak przy Wodospadzie Kamieńczyka i w samej Szklarskiej było ich dość sporo... Ale wiadomo, jedni jadą w góry inni "w góry" - kto jak woli. Dla mnie jednak przebywanie przez całe dnie pośród natury ograniczając wykorzystanie mediów jak smartphone do minimum jest jedną z największych atrakcji jakie góry mogą zafundować. Osobiście bardzo się wyciszyłem, nie myślałem o żadnych obecnych sprawach, a jedynie byłem "tu i teraz" podziwiając drzewa, krzaki, śnieg, widoki - wszystko. Po prostu idąc i odczuwając, nie myśląc, a będąc obecnym. W drodze pociągiem podobnie bez muzyki, jedynie książka. Udało mi się tak uspokoić umysł, że później przez 2 tygodnie nie potrzebowałem ani wychodzić na imprezy, ani nie miałem żadnych negatywnych myśli. Było mi dobrze. Tego potrzebowałem.



Poznawacz i Karkonosze (widok ze Szrenicy)

Mam nadzieję, że wam też się dobrze czytało. A jeżeli chcecie doznać tego o czym pisałem, jadąc w góry ograniczcie media do minimum na tyle ile możecie i wczujcie się w naturę. Ona da wam swoją siłę i spokój.

Pozdrawiam

Poznawacz

Majówka w śnieżnych Karkonoszach Majówka w śnieżnych Karkonoszach Reviewed by Poznawacz on 23:56 Rating: 5

Brak komentarzy:

Obsługiwane przez usługę Blogger.