Autostopowy Eurotrip - Część II

Dzisiaj ciąg dalszy przygód autostopowych naszej szóstki podróżników. Wystartowaliśmy z Lublina, a lądowaliśmy już w Bled i Piranie na Słowenii. Teraz wyruszamy z Triestu we Włoszech po spontanicznym pomyśle zwiedzenia tego miasta i kierujemy się na Chorwację! 

Jeżeli nie czytałeś części pierwszej, zapraszam: Autostopowy Eurotrip - Część I.


autostopowy eurotrip

Dzień 5 - W kierunku Chorwacji

Tego dnia naszym celem było dotarcie do Chorwacji, przynajmniej do Rijeki, ale myśleliśmy, że damy radę dotrzeć aż do Zadaru. Nie przewidzieliśmy jednak kilku wydarzeń.

Szybka kawka
Po opuszczeniu hostelu około godziny 12, zaczęliśmy kierować się na wylotówkę z Triestu tak, by planowo dotrzeć do Koziny na Słowenii. Trochę późno się wybraliśmy, ale cóż... Po drodze wypiliśmy też szybką kawkę. Wspominam o tym, bo zaskoczyło mnie we Włoszech to, że inne ceny są za kawę przy barze, inne przy stoliku, a inne na wynos. My będąc przy barze zapłaciliśmy najmniej i dostaliśmy kawę w niewygrzanym szkle tak, aby móc ten napój szybko wypić. Ciekawy zwyczaj.

triest autostop kawa Włochy

Wyjazd z Triestu, podział
W drodze przez miasto ktoś z naszych zapytał przechodnia o pomoc w znalezieniu drogi. Ten pokierował nas w przeciwną stronę niż szliśmy, na przystanek, z którego można wyjechać z miasta w kierunku Piranu. Nie wiadomo czemu właściwie posłuchaliśmy tego pomysłu... Poszliśmy na przystanek, wsiedliśmy do autobusu i jedziemy. Przez całą drogę śledziłem naszą trasę na GPS w telefonie, aż w pewnym momencie zobaczyłem, że autobus odbił w złym kierunku niż myśleliśmy. Kolejny przystanek, kolejny i coraz bardziej oddalamy się od wylotówki na Kozine. Wtedy przy najbliższym przystanku padł szybki pomysł, żeby wysiadać, bo wyjedziemy całkowicie na jakieś odludzie i to w złym kierunku. Trójka z nas wysiadła, a trójka została. Byliśmy nie do pary... Na szczęście Kamil dotarł do nas idąc pieszo z kolejnego przystanku, a Gosia z Pawłem pojechali dalej. Najgorsze jednak dopiero okazało się po chwili. Podczas jak jechaliśmy, sprawdzaliśmy też trasę na Agaty telefonie i w momencie wysiadania Gosia miała jej telefon w ręce. Tak właśnie Agata na znaczną część drogi przez Chorwację pozostała bez telefonu. 

Gdzie my jesteśmy?
Znaleźliśmy się na drodze prowadzącej na wylotówkę do Kopru. Gosia z Pawłem odbili w kierunku Muggia, tam długo błądzili, jednak znaleźli słoweńską winnicę i przynajmniej mieli ze sobą dobre wino. Później na szczęście udało im się stamtąd wydostać. Nasza czwórka jednak dość długo musiała się męczyć, żeby wydostać się z tak mało ruchliwego miejsca. Po ok. 2h w końcu ktoś nas zabrał w kierunku Kopru. Uradowani wsiedliśmy do samochodu, jedziemy, kierowca pokazuje mapę i mówi, że wysadzi nas na starej drodze krajowej, która prowadzi obok autostrady do Koziny. Nie spodziewaliśmy się, że w tym miejscu będzie jeszcze gorzej. Była zatoczka, samochody jechały wolno, bo wyjeżdżając z ronda, wszystko super. Jednak ludzie głównie kierowali się do małych wiosek, a nie na Ljubljanę lub Kozinę. Byliśmy jak to się mówi - "W dupie" i pozostawaliśmy w niej przez 3-4h. Po tak długim czasie łapania trochą wątpiąc w cokolwiek zaczęliśmy szukać innych możliwości. W końcu znaleźliśmy stację benzynową przy autostradzie, a tam kierowcę, który wracał do Kopru. Pomyślałem: "Czasem trzeba zrobić krok do tyłu, żeby potem zrobić dwa do przodu." Tak więc wróciliśmy się do Kopru, gdzie wysiedliśmy w miejscu popularnym dla autostopowiczów, przy wlotówce na autostradę o kierunku Ljubljana/Koper. Tam po 10min zatrzymał się kierowca, który miał jechać na Kozine. Byliśmy uratowani. 

Radość 
W Kozinie padało, robiło się powoli późno, ale mieliśmy dobre miejsce prowadzące bezpośrednio do Rijeki. Cieszyła nas już sama myśl, że jesteśmy na dobrym kierunku. Tutaj kolejna mądrość życiowa: "Nie ważne jest czy jedziesz szybko, czy wolno, ważne abyś podążał w odpowiednim kierunku." Jestem za tym, aby jednak ustalać cele, planować kolejne działania i starać się podążać w wybranym przez siebie kierunku. Na ślepo można gdzieś dotrzeć, ale nie wiadomo gdzie. My jednak w końcu dotarliśmy do Koziny i stamtąd wiedzieliśmy co dalej robić. Żeby było jeszcze ciekawiej, po tym jak przestało padać pojawiła się podwójna tęcza, której widać było dwa końce - przepiękny widok zwiastujący, jak czułem, pomyślne zakończenie dnia. 


double rainbow - podwójna tęcza

Łapiąc autostopa, mając za sobą podwójną tęczę i śpiewając w duecie "Don't worry be happy" nasze przeczucia musiały się spełnić.

autostopowy eurotrip chorwacja

Nie sądziliśmy tylko, że po drodze będą nas czekały przygody z policją na granicy Słoweńsko-Chorwackiej...

Na granicy prawa
Stopa do Rijeki złapaliśmy tuż przed zapadaniem zmroku i na miejsce dotarliśmy już około 21 godziny. Jechaliśmy małym vanem z parą z Niemiec. Jak dla nas wyglądali w porządku, ale dla policji chyba byli nieco podejrzani. Tunele w uszach, tatuaże, papierosy i chill na twarzy... pewnie przewożą ciężkie narkotyki, broń, a w bagażniku uchodźców! Tak pewnie pomyśleli policjanci. W każdym razie zapytali, czy deklarujemy posiadanie LSD, kokainy, heroiny, marihuany, broni, ecstasy, noży, albo innych nielegalnych przedmiotów. Nic takiego nie mieliśmy, więc luz. Chcieli sprawdzić schowki w samochodzie, nas przeszukać, kazali opróżnić kieszenie, pokazać dokumenty, portfel... Wtedy okazało się, że kolega posiadał gaz pieprzowy. Zaczęli pytać po co, gdzie jedziemy, czemu tym samochodem itp. Według nich gaz pieprzowy to była broń, którą powinno się zadeklarować i kolega będzie musiał zapłacić karę. Tłumaczymy, że to w celach samoobrony na taką podróż, że nie było otwierane, że nie było wystawione na widok publiczny i myśleliśmy, że tego nie trzeba deklarować. Potem typowo, jak to policjant musi pokazać kto ma władzę, kazał poczekać i gdzieś poszedł. Wrócił, pouczył, okazał nam litość i puścił wolno. Dzień bez przygód to dzień stracony. Dojechaliśmy w końcu do Rijeki, z pod miasta autobusem do centrum i tam spotkaliśmy Kamila oraz Agatę. 

Szukamy noclegu? Nie, chodźmy coś zjeść i napić się Rakiji
Zamiast szukać we czwórkę noclegu, zaczęliśmy od pójścia na pizzę i spróbowania chorwackiego alkoholu wysokoprocentowego, który nosi nazwę Rakija. Trochę jak bimber, bo mocny, jest wiele odmian i każda smakuje inaczej. Była śliwowica, travavica (na bazie ziół), komovica (wytłok z winogrom) - ta smakowała jak whisky, i wiele innych, ale spróbowaliśmy tego dnia tylko 4. Każdą w innym pubie zwiedzając miasto. 

autostop eurotrip rakija chorwacja

Świetnie w ogóle musiało wyglądać to, jak raz z plecakami na plecach i przyczepionym na górze ręcznikiem wchodziliśmy do zatłoczonego pubu po to, by zamówić alkohol. Poza rakiją spróbowaliśmy tam też chorwackiego piwa. Z resztą, nawet jakiś fotograf zrobił nam zdjęcie przed pubem.

rijeka autostop eurotrip

Polacy?
Piwo, które piliśmy to zwykłe piwo, ale rakija mi bardzo zasmakowała. Będąc już trochę w stanie zobaczyliśmy pod pubem dwie dziewczyny z koszulkami z Woodstocku. Podchodzimy, pytamy czy są z Polski? One, że tak, przyjechały na Erazmusa i z chęcią z nami posiedzą trochę. Pogadaliśmy, poznaliśmy się i potem zapytałem, czy nie przenocują nas, bo właściwie nie mamy noclegu. Bez problemu przystały na tę propozycję. Tej nocy byliśmy uratowani i uradowani (Marie Curie Skłodowska byłaby dumna z tego jak bardzo byliśmy uRADowani... badutms!). Żeby dotrzeć jednak do ich mieszkania, trzeba było przejść kawałek miasta, a potem pokonać 645 schodów, by wejść na wzgórze. A! Wcześniej też spotkaliśmy Portugalczyków, z którymi Gosia i Paweł balowali w Zadarze. Rozpoznali nas z usłyszanych historii. Przybiegli z radością do nas krzycząc: Gosia? Gosia? My, że tak! Jesteśmy jej znajomymi! Przesiedzieliśmy jeszcze z godzinę w centrum dobrze się bawiąc i dostając kolejną ofertę noclegową tym razem od tej szalonej dwójki. Jako jednak, że już polkom powiedzieliśmy o naszej sytuacji, zdecydowaliśmy pozostać przy pierwszej opcji. Także po kolejnym przypadkowym spotkaniu ruszyliśmy na wzgórze. 


rijeka autostop eurotrip przyjaciele

Widowiskowe mieszkanie
W mieszkaniu poznanych dziewczyn mogliśmy się wyspać na normalnych łóżkach lub kanapach, coś zgotować i wziąć prysznic, także wszystko czego podróżnikom potrzeba było. Była też bardzo przyjazna atmosfera i za całą gościnę jesteśmy niezmiernie wdzięczni. Świat jest mały, a tego jak szczęście nam sprzyjało spotykając polaków do dzisiaj nie ogarniam. Nie wiem też, gdzie byśmy nocowali, gdyby nie one. Jeżeli to czytacie, to wiedzcie, że bardzo Wam dziękujemy. Warto też wspomnieć o widokach, które mieliśmy z balkonu. W końcu pokonaliśmy ponad 600 schodów i byliśmy na wzgórzu Rijeki.


rijeka autostop eurotrip



Dzień 6 - Dalej na południe

Wydostajemy się z Rijeki, zmiana składów
Wygoda trochę nas rozleniwiła. Siedzieliśmy do późna w nocy, pospaliśmy za długo i efektem tego wyszliśmy z mieszkania dopiero około 12-13. Nikim dotarliśmy do przystanku, wyjechaliśmy na wylotówkę - trochę to zajęło, ale w końcu wyciągnęliśmy tabliczki i zaczęliśmy łapać. Tu jednak okazała się dziwna sprawa, bo Kamil napotkał problemy z łącznością w telefonie na Chorwacji. Nie można było się do niego dodzwonić, ani on nie mógł wykonać połączenia. W dodatku Agata nie miała telefonu, więc musieliśmy się wymieszać. Ja dalej pojechałem z Kamilem, a Patryk z Agatą. Oni łapali na zakręcie, a my ruszyliśmy drogą wzdłuż morza znaleźć lepsze miejsce.

Zabawmy się nieco
Po tym jak jeden z kierowców podwiózł nas kawałek w lepsze miejsce, skąd machaliśmy tabliczkami przez ok godzinę, chyba zaczęło nam nieco odwalać - tak pozytywnie. Postanowiliśmy rozbawiać każdego kierowcę tak, aby może się zatrzymał i jakkolwiek nam pomógł. Wymyśliliśmy mnóstwo sposobów łapania autostopa: "Na generała" - stojąc na baczność, "Ninja" - wyskakując z tabliczką i machając, "Amerykańską gwiazdę" - szeroki uśmiech i pewne spojrzenie... Później kolega na jednej tabliczce napisał "Take me to..." i wskazywał na moją tabliczkę z napisem "Zadar". To też nie działało, więc napisał na drugiej stronie "Home". Wtedy jak jechały dziewczyny pokazywał "Take me to...", przyciągał uwagę i nagle zmieniał na "Home", efekt: wszystkie w śmiech. Właściwie nie było kierowcy jakiegokolwiek wieku czy płci, który nie wybuchłby śmiechem na nasze akcje. Ostatecznie jeden człowiek się zatrzymał i drogą powrotną wywiózł nas z powrotem do Rijeki, ale w miejsce skąd powinniśmy od początku łapać. Jak się okazało staliśmy 4h, a było dużo lepsze miejsce do łapania na wylotówkę. Pamiętacie, jak pisałem, że nie ważne czy się jedzie szybko, czy wolno, trzeba najpierw obrać kierunek? No cóż, człowiek uczy się na błędach, a żeby dobrze się utrwaliło trzeba czasami sobie zrobić powtórkę. Jednak reakcji ludzi i naszych pomysłów nie zapomnę, więc choć błąd był znaczny, nie żałuję.


rijeka autostop eurotrip chorwacja

Tirem drogą wzdłuż morza o zachodzie słońca, czyli widoki na przepięknej trasie
Z nowego miejsca po nie długim czekaniu zatrzymał się tir, który zabrał nas pod Gospic. Z tej całej trasy najwspanialsza, była droga, więc pokażę tylko kilka zdjęć:


autostop eurotrip chorwacja morze

autostop eurotrip chorwacja morze




autostop eurotrip chorwacja morze

Nocna jazda BMW... 200km/h
Ze wspomnianym kierowcą tira dojechaliśmy na stację benzynową pod Gospic. Najlepsze było to, że przez przypadek wysadził nas stając dokładnie obok radiowozu policji. Szybko jednak wyskoczyliśmy i nikt nic nie zauważył. Na stacji był już zmrok, pojawiało się mało samochodów i robiło się zimno. Nie wiadomo było co robić, ale postanowiliśmy, że będziemy pytać każdego, kto przyjedzie. Policjanci wciąż siedzieli na stacji, więc głupotą byłoby łapanie przy autostradzie. Z resztą zagadałem do Pana Władzy i zachęcił bardziej do rozmów na stacji z kierowcami. Po jakimś czasie, w końcu, zatrzymało się przed nami nowe BMW, kierowca zapytał czy jedziemy na Zadar, bo zauważył tabliczkę i powiedział, że może nas wziąć. Byliśmy szczęśliwi, że na noc dotrzemy do większego miasta, gdzie na nas będą czekali Gosia z Pawłem. Co więcej, trafiliśmy na dość ciekawą osobę. Nasz kierowca był sędzią koszykarskim. Sędziował niedawno mecz Polski z kimś w Lublinie, a teraz jechał do Zadaru na zawody. Niezbyt pozytywnie wspominał Lublin, bo na pytanie co najbardziej zapamiętał, odpowiedział, że mnóstwo pijanych mężczyzn leżących na chodniku. No cóż, nasz wspaniały wschód. Fajne jednak było to, że jechaliśmy dość szybko. Nie czułem tego, ale licznik wskazywał 200km/h, więc faktycznie było szybko.

Zadar nocą
Do samego Zadaru dotarliśmy mniej więcej o godzinie 22-23. Zjedliśmy coś i pochodziliśmy po mieście z pozostałą dwójką naszej ekipy zwiedzając miasto. W dniu naszej wizyty miasto nie tętniło życiem, jak wtedy gdy wcześniej trafili tam Gosia z Pawłem, ale widać było potencjał tego miejsca. Było mnóstwo klubów, pubów, placów, którym w dodatku towarzyszyły robiące wrażenie zachowane z dawniejszych czasów budynki. Wszystko to tworzyło niesamowity klimat miasta, do którego chciałbym jeszcze powrócić.

autostop eurotrip chorwacja zadar

Organy
Poza całym życiem miasta i zabudowaniem bardzo interesującym miejscem jest też wybrzeże, gdzie można usłyszeć grające organy pobudzane przez fale morskie.




Nocne przygody
Gosia z Pawłem w pewien sposób mieli nocleg w hostelu, ale z racji kilku faktów mogli być w każdej chwili stamtąd wygonieni. Tak się nie stało i mogli całą noc spędzić w hostelu. Dla naszej dwójki jednak było za późno. Tańsze hostele były pozamykane, a te droższe kosztowały zbyt dużo. Pole kempingowe było oddalone o ok. 3-5km, a o tej godzinie już nie chciało nam się tyle iść. Pierwszym pomysłem było pozostanie w centrum przy piwku przez całą noc, drugim szukanie miejsca, żeby się gdzieś choć trochę przespać. No to najpierw piwko. Przy pubie zagadałem do dwójki dziewczyn, które wskazały hostele, ale wydawały się też być chętne nam pomóc z noclegiem. Co chwilę na nas się spoglądały, gdy my popijaliśmy piwo. Trochę jednak nie przekonały nas do siebie, więc postanowiliśmy szukać innych opcji noclegowych. Spotkał nas też pewien Niemiec, który podziwiał fakt, że dotarliśmy z tamtej stacji pod Gospic, gdzie nas widział, do Zadaru. Pokazał nam hostel, w którym spał, ale nie było tam miejsca. Po drodze spotkaliśmy też inne dziewczyny, które prawdopodobnie były w podobnej sytuacji jak my, szły powoli z walizkami. Zagadałem, czy nie znają jeszcze jakiegoś hostelu. Na to dowiedziałem się, że czekają na poranny samolot. Niby nie pomogły, ale poczęstowały pizzą. Pod wspomnianym hostelem spotkaliśmy też grupkę ludzi, gdzie jeden z nich zaczął opowiadać mi o swoich Chorwackich podróżach. Podczas nich spał na dziko w różnych miejscach i polecił nam wybranie się do parku. Niby w centrum, niby nie można, niby... w parku? W sumie... Jestem za.

To co, robimy warty, raz ja śpię, raz ty, ok? Ok!
Taaa, był pomysł robienia warty, bo w końcu spaliśmy w centrum miasta w parku tylko pod karimatą i w śpiworze, ale w ukrytym między drzewami i krzewami miejscem. Pomysł wart jednak nie wypalił, bo chociaż kolega czuwał pierwszą godzinę, potem i tak zasnęliśmy obaj.

Dzień 7 - wojaży ciąg dalszy,
 ostateczny cel: Hvar

Poranek w Zadarze
Niezbyt się wyspaliśmy w tym parku. Było zimno, nie wygodnie i ta wizja, że śpi się w parku w centrum miasta... Ale później tak rozmawialiśmy i doszliśmy do wniosku, że nic gorszego nas chyba nie spotka. Wybraliśmy się do McDonalda, zjedliśmy śniadanie, podładowaliśmy sprzęt, przemyliśmy twarz, tam też spotkaliśmy ponownie Gosię i Pawła, po czym już ok. 8-9 wyruszyliśmy na wylotówkę w kierunku Splitu.
autostop eurotrip chorwacja zadar

I call Police! Police! Go! Go!
Jak wspominałem, przygód mieliśmy wiele... Ledwo stanęliśmy na przystanku autobusowym, gdzie Kamil chciał zrobić zdjęcie rosnącego granata, tak zaraz wyskoczył starszy człowiek z ogrodu i kazał nam stąd iść, bo wezwie policję. Nie wiem, czy nie można robić zdjęć tym owocom, czy myślał, że jemu robimy zdjęcie. Dziwni są czasem ludzie. No ale z miejsca się nie ruszyliśmy, bo o takie jak to trzeba dbać!

Spotkanie przyjaciół
Po nie aż tak długim czasie, zatrzymał się samochód i kierowca zaoferował, że może podwieźć nas do Vodice. To już połowa drogi do Splitu. Trafiliśmy na niesamowitego kierowcę, który jako, że kocha morze, założył z dwójką znajomych firmę, która zajmuje się naprawą łodzi. Opowiadał nam o każdej z wysp jaką mijaliśmy, bo znał wszystkie. Opowiadał o swojej firmie oraz o tym, jak to w życiu trzeba robić to, co się kocha i nie kierować się pieniędzmi, bo jeśli będziemy robili coś w pełni zgodnego z nami samymi, to będziemy się chcieli rozwijać w tym kierunku, a wtedy osiągniemy poziom, gdzie pieniądze same zaczną się pojawiać. Tak podobno było w jego przypadku. Tak też toczyła się rozmowa, gdy nagle zauważyliśmy po drodze, że Gosia i Paweł wsiadają do pewnego samochodu. Jak się okazało, był to samochód przyjaciela naszego kierowcy, którego nie widział przez sporo lat. Chwilę pogadali, my się śmialiśmy z przypadku całej sytuacji, aż w końcu umówili się tak, że dojadą razem do pewnego miejsca, a potem pozostała dwójka przesiądzie się do nas i we 4 dotrzemy do Vodice. Tak się stało. Mieliśmy mnóstwo ciekawych tematów z tym kierowcą, bo opowiadał też o tym jak chodzi na polowania, jakiej muzyki słucha i o wielu innych interesujących rzeczach. Dla poznawania takich ludzi warto autostopować.

Chodźmy na plażę, w końcu jesteśmy w Chorwacji!
Po dotarciu do Vodice padł pomysł, by nieco wyluzować z całą podróżą i pójść na plażę. W końcu ile można jechać, a przecież już jesteśmy w Chorwacji. Cytując Laskę z filmu Chłopaki nie płaczą: "Trzeba się wyluzooować". Tak więc wypiliśmy piwko, założyliśmy okularki, przygotowaliśmy dobry humor i poszliśmy na plażę. Po drodze wstąpiliśmy do pewnej starszej pani, która przed domem miała ogłoszenie o sprzedaży domowej roboty alkoholu. Poszedłem tam z Gosią. Owa starsza pani zaprosiła nas do swojego garażu, gdzie było pełno butelek, kotłów, cały asortyment do produkcji rakiji oraz wina. Trochę podegustowaliśmy i kupiliśmy słodziutkie białe wino. Tak dobrego wcześniej nie piłem. Smakowało trochę jak sok, ale jednak o bardziej winnej konsystecji. Miała też wyśmienitą rakiję, ale ceniła swoje produkty, więc na winku poprzestaliśmy.

W końcu wylądowaliśmy na plaży. Świeciło jasne, mocne słońce, woda była krystalicznie czysta, wino doskonałe w smaku, nasza epicka czwórka podróżników i wakacje... To był czas pełnego relaksu. 


autostop eurotrip chorwacja morze

Rekordowy autostop i kolejna oferta palenia zioła
Po kilku godzinach relaksu na plaży powróciliśmy na trasę w kierunku Splitu. Tutaj padł rekord najkrótszego czasu oczekiwania na autostopa. Napisaliśmy na tabliczce "Split", machnęliśmy przed 1. samochodem i ten się zatrzymał. Akcja trwała maksymalnie minutę.
Samochód niezbyt trzymał się kupy, a dwójka siedzących z przodu młodzieńców przypalała sobie trawę, którą też nas chcieli częstować. Odmówiliśmy, ale w wesołej atmosferze (może to opary?) dotarliśmy do Szybeniku.

Piękną, nadmorską drogą już do samego Splitu
W Szybeniku już długo nie staliśmy. Po niedługim czasie łapania zatrzymało się auto prowadzone przez francuzów, którzy jechali na Split i zdecydowali się podwieźć nas do samego miasta. Z nimi zbyt dużo nie rozmawialiśmy, więc podróż była po prostu pokonaniem danego dystansu. Jadąc jednak drogą przybrzeżną, mijaliśmy przepiękne miasteczka z portami, plażami i idealnymi miejscami, by rozbić się przyczepą campingową czy namiotem i tak sobie wypoczywać z dala od zgiełku miasta na własnej plaży. Myślę, że znakomitym pomysłem może być wybranie się właśnie do takiej mniejszej miejscowości, by wypocząć nad plażą i zaznać chorwackiego słońca. Wtedy jednak dobrze by było mieć swój środek transportu, by nie martwić się o dotarcie i znalezienie takiego miejsca. To się kiedyś zrobi. My jednak chcieliśmy dotrzeć na wyspę Hvar, więc najpierw musieliśmy dotrzeć do Splitu.


autostop eurotrip chorwacja morze

Znaleziony na szybko hostel
Szczęście nam sprzyjało, bo idąc od miejsca, w którym nas wysadzili, w kierunku miasta, zobaczyliśmy ładny, mały hostel w przystępnej cenie. Nie rozglądając się już dalej postanowiliśmy, że to będzie miejsce naszego noclegu na tę noc. W dodatku był pokój 6-osobowy, a w ciągu godziny mieli się tutaj zjawić Gosia i Paweł, a zaraz po nich Patryk z Agatą. W tym miejscu wszyscy po spotkaniu zaczęli wymieniać się historiami, bo każdy miał ich mnóstwo. To jest niesamowite, że wyruszyliśmy w 6 osób, a można by napisać 3 historie takie jak ta, którą czytacie, jednak każda z par doświadczyła czegoś innego równie ciekawego. 

Dzień 8 - Pełny relaks
Split
Z rana na spokojnie wstaliśmy, ogarnęliśmy się, zjedliśmy śniadanie i wyruszyliśmy pięknym miastem portowym wzdłuż morza, by znaleźć nasz środek transportu na wyspę.
Po drodze, jako że pogoda ogromnie sprzyjała, było mnóstwo okazji do robienia wspaniałych zdjęć.

autostop eurotrip chorwacja split
To chyba moje ulubione zdjęcie, gdzie wyglądamy jak prawdziwe gwiazdy Hollywood :D

autostop eurotrip chorwacja split

Na Hvar!
W końcu znaleźliśmy katamaran. Na 10min przed odpłynięciem kupiliśmy bilety i zajęliśmy swoje miejsca. Spodziewaliśmy się możliwości oglądania wszystkiego z góry łodzi, ale było nieco inaczej, bardziej jak w pociągu - fotele i miejsca na bagaże znajdowały się w środku i nie można było wyjść na zewnątrz. Po godzinie dotarliśmy na Hvar i czuliśmy, że cel podróży został osiągnięty.


autostop eurotrip chorwacja hvar

Idę na plażę! Na plażę! Idę na plażę! (Video - Idę na plażę)
Na Hvarze od razu poszliśmy na plażę. Tam pełen wypoczynek już całą ekipą. Było wszystko czego potrzeba. Jadąc nad chorwackie morze warto zabrać ze sobą okulary do pływania lub sprzęt do nurkowania, bo z racji bardzo czystej wody, można podziwiać również cały podwodny świat. My mieliśmy jednak tylko jedne okularki, którymi niektórym ciężko się było podzielić, bo nie mogli przestać zachwycać się tym co widzieli pod wodą.


autostop eurotrip chorwacja morze

Chodźmy zobaczyć co jest za zakrętem
Wyspa Hvar jest tak piękna, że właściwie za każdym zakrętem znajduje się kolejna plaża, jedna od drugiej piękniejsza. Po drodze mija się też wspaniałe widoki gdzie się nie spojrzy. Tak szliśmy podziwiając miejsce w którym się znaleźliśmy i snuliśmy plany co robimy dalej.

autostop eurotrip chorwacja morze

Drinkujemy przy zachodzie słońca
Kolejny moment chillu. Jedni piwko, inni rakiję, inni cydr, a jeszcze inni kawkę. Jako, że zaczęło zachodzić słońce mogliśmy też podziwiać z leżaków coraz to cudniejsze widoki. Czułem się jak w raju.


autostop eurotrip chorwacja morze



autostop eurotrip chorwacja morze

Szukamy miejsca, żeby zostawić plecaki i idziemy na imprezę
Padł pomysł, żeby zostawić plecaki np. w hostelu, u kogoś kto wynajmuje pokoje lub w punkcie informacji miasta i ostatecznie pójść zobaczyć jak żyje Hvar. Szczęście nam znowu sprzyjało, bo po drodze spotkaliśmy...

Polacy!
Tak, spotkaliśmy kolejnych polaków, z którymi trochę popiliśmy, pogadaliśmy i powygłupialiśmy się też nieco. Okazało się, że przyjechali w czwórkę, gdzie dwójka z nich prowadziła firmę zajmującą się mobilnie wymianą okien w samochodach, a pozostała dwójka to były ich koleżanki. Bardzo sympatyczne towarzystwo, gdzie z jednym z nich znalazłem wspólny język i zaciekawił mnie swoją osobowością. Fajnie jest spotykać tak całkowicie przez przypadek coraz to różnych ludzi i od każdego móc się czegoś nowego dowiedzieć. Poza takim gadaniem też padł szalony pomysł, by podpłynąć nieco i wpakować się na czyjąś łódź. Zrobiliśmy to! Potem skoczyliśmy z niej do wody i mieliśmy radochę z naszej akcji. Kolejnym naszym fartem było to, że zaoferowali pomoc z naszymi bagażami i częściowo nocleg. Oddali nam na noc do dyspozycji swój samochód. Mogliśmy tam zostawić bagaże, a kto chciał to mógł się przespać w środku, pozostawiając otwarty samochód. Tak zostaliśmy oswobodzeni z ciężaru. Wspólnie jeszcze trochę pochodziliśmy, ale ostatecznie musieli się zwinąć do mieszkania, więc my poszliśmy szukać jakichś imprez.

Night life
Miasto wygląda na bardzo imprezowe i pewnie w sezonie dużo się tam dzieje. My chyba jednak trafiliśmy nieco za późno, bo po 1. było mało dziewczyn, po 2. w większości to byli ludzie starsi od nas, a po 3. jednak tych klubów nie było aż tak dużo jak by się mogło wydawać. Pod tym względem dużo lepiej jest w Zadarze. Także trochę się potańczyło i resztę czasu spędziliśmy na zewnątrz we własnym gronie.W końcu jednak nieco zawiedzeni innym nocnym życiem niż myśleliśmy, poszliśmy organizować sobie nocleg.

Nocleg na dziko
Co do noclegu, było kilka opcji i podzieliliśmy się pod względem warunków jakie komu odpowiadają i ile gdzie było miejsca. W ten sposób w trójkę facetów poszliśmy szukać noclegu na dziko. Dosłownie "na dziko". Z pierwszego miejsca musieliśmy sobie pójść, bo po ułożeniu sobie noclegowiska spostrzegliśmy, że dookoła nas grasuje dzik. Cały pomysł spania na wzgórzu, na idealnej "półce" poszedł się... się posypał.  Szukaliśmy miejsca przy morzu, ale na skały nie spoglądaliśmy zbytnio optymistycznie. W końcu zaraz przy ścieżce, nieco w dole pojawiła się płaszczyzna odpowiednia do tego, by się rozbić i przespać. Było ok. Dużo lepiej niż w parku w każdym razie, bo ciepło i wygodnie. Ale wiecie co jest piękne w spaniu na dziko w dobrym miejscu? Widoki z rana.


autostop eurotrip chorwacja morze


Dzień 9 - Drugi dzień relaksu
Poranek
Z rana wszyscy ponownie się spotkaliśmy i zjedliśmy na murku śniadanie. Nasza przygoda z dzikiem przebiła wszystkie inne opowieści. Myśleliśmy potem co robimy dalej... Nie długo właściwie myśleliśmy, bo postanowiliśmy pójść na kolejną plażę.

Chill na plaży
Na tej plaży było jeszcze lepiej niż na poprzednich i można by znowu zachwalać chorwackie słońce, krystalicznie czystą wodę i piękne otoczenie, ale zamiast tego wrzucę kilka fotek. 

autostop eurotrip chorwacja hvar


autostop eurotrip chorwacja morze


autostop eurotrip chorwacja morze

Powoli ogarniamy powrót
Po południu wróciliśmy do Splitu. Zostało nam dość mało kasy w tym momencie, ale idealnie na ostatnie zakupy i przygotowanie się do trasy. Tak więc jeszcze trochę posiedzieliśmy na wzgórzu Splitu jedząc "obiad" często będący różnymi formami konserwy/pasztetu połączonego z dodatkiem np. wafli ryżowych, warzyw lub kto jaki miał pomysł. Naładowaliśmy sprzęt, zaplanowaliśmy trasę i późniejszym popołudniem wyruszyliśmy na wylotówkę tak, by kolejnego dnia z rana móc zacząć powrót.


autostop eurotrip chorwacja split

Szukamy noclegu na obrzeżach miasta
Powoli zaczęło się ściemniać, ale mieliśmy w pobliżu tereny zielone przy moście i za stacją paliw, skąd mieliśmy jutro łapać. Był więc spory wybór i trochę wolnego czasu. Coś jednak mnie i Kamila tknęło, żeby wskoczyć na jeden murek i zobaczyć jaki jest stamtąd widok. No dobra... To był czyjś dom, nie murek. Z ogrodu właściciel domu nas przegonił i groził policją. Spaliliśmy miejsce i zaczęliśmy kierować się na stację. 

autostop eurotrip chorwacja
... a tak, jak wspominałem o dużej ilości wolnego czasu to m.in. można było pobawić się z kotem lub wypić piwo

Marzenia się spełniają
Marzyło mi się, by kiedyś, jak to czytałem na internecie historie, rozbić się u kogoś na ogródku i zostać ciekawie przez niego przyjętym. Idąc mijaliśmy jeden dom, gdzie mieszkańcy grali w jakąś grę w ogródku. Podszedłem, powiedziałem, że podróżujemy po Europie i szukamy noclegu na tę noc i czy moglibyśmy się u nich w ogrodzie rozbić. Zgodzili się!


autostop eurotrip chorwacja

Chorwacka gościnność
Zaprosili nas do środka, pokazali miejsca, gdzie możemy się rozbić. Chwilę później przynieśli nam jabłka i winogrona, a po chwili jeszcze ciepłe naleśniki oraz poinformowali, że w garażu możemy się czegoś ciepłego napić. Byliśmy tak szczęśliwi, że nie wierzyłem, że to się dzieje na prawdę.

autostop eurotrip

Ostatni nocleg w Chorwacji - ogród oliwny
Mieliśmy ostatni nocleg przed powrotem w ogrodzie oliwnym u tak przemiłych ludzi. Nasza podróż była istnym cudem pod względem przygód i spodziewałem się, że po takim przyjęciu, szczęście powinno nam też dopisać kolejnego dnia podczas łapania autostopu w kierunku Polski, jadąc tym razem przez Węgry i Słowację. Hmmm... Było różnie.

To jeszcze nie koniec!
Tak minęła nam podróż przez Chorwację. Można powiedzieć, że cel podróży został osiągnięty - wypoczęliśmy w Chorwacji doświadczając wielu pamiętnych przygód. Celem przygody jednak nie jest cel, a droga. Dlatego to nie jest koniec. Zbyt wiele wydarzyło się w drodze powrotnej, by tak po prostu w tym miejscu zakończyć. Spodziewajcie się jeszcze wielu ciekawych historii, które pojawią się pewnie w kolejnym tygodniu.

Pozdrawiam
Poznawacz








Autostopowy Eurotrip - Część II Autostopowy Eurotrip - Część II Reviewed by Poznawacz on 17:58 Rating: 5

2 komentarze:

  1. Odpowiedzi
    1. Dziękuję bardzo, miło to słyszeć :) Twój blog też wygląda ciekawie! Zachęcam do bycia na bieżąco, wkrótce pojawią się relacje z kolejnych podróży i innych pomysłów. Info o tym, zawsze na facebooku :)

      Usuń

Obsługiwane przez usługę Blogger.