Autostopowy Eurotrip - Część I

W te wakacje chciałem zrobić coś niesamowitego. Pomyślałem, że fajnie by było wyruszyć w podróż autostopem gdzieś na południe w kierunku morza. Super by było, gdyby w dodatku znaleźć ekipę chętnych ludzi, z którymi można będzie znakomicie to przeżyć. Właściwie to byłem głodny prawdziwych przygód. Dostałem ich aż zanadto, poznałem niesamowitych ludzi, a cała wyprawa wyszła dużo lepiej niż mogłem się tego spodziewać.

Jako, że to była moja najbardziej obfita w przygody podróż postanowiłem napisać dziennik z podróży, który będzie składał się z III części. W tym poście znajdziecie wstęp i opisane pierwsze 4 dni, w części II będą przygody z Chorwacji, a w części III krótki opis powrotu oraz film z całej podróży. Zapraszam więc do lektury.


autostopowy eurotrip chorwacja split


Przygotowania
Początkowo chciałem wyruszyć autostopem do Chorwacji lub Włoch, ale gdy razem z koleżanką zaczęliśmy ogarniać konkrety wyprawy, postawiliśmy na Chorwację, by przy okazji wylądować na dzień lub dwa w Słowenii. Chcieliśmy zebrać grupę osób, by wyruszyć w większym gronie zachowując parzystą liczbę tak, by móc jechać parami. Spośród znajomych szybko zebrała się czwórka chętnych, potem już było nas 6. Niestety jeden z kolegów ostatecznie nie mógł pojechać i musieliśmy szybko znaleźć zastępce. Ogłoszenie na grupie: Autostopowicze, czyli MY i znalazł się Kamil. Tak więc był już komplet: Ja, Gosia, Paweł, Agata, Patryk i Kamil. 

Szczerze mówiąc zbyt dużo planów nie było. Wiedzieliśmy ile mamy czasu - 16.09 - 26.09, że trzeba zabrać 3 namioty dwuosobowe, trochę gotówki (mnie wyjazd kosztował 900zł licząc zakupy żywnościowe w Polsce i wszystko co później się wydarzyło) i że jedziemy do Chorwacji. Noclegów nie rezerwowaliśmy, bo ciężko było przewidzieć termin przyjazdu, więc jedynie sprawdziłem pola kempingowe na trasie. Chociaż i tak wszystko ogarnialiśmy na miejscu łącząc się z wifi i szukając miejsca do spania. Trasa wstępnie była ustalona, ale w trakcie wystąpiło wiele modyfikacji. Tak na prawdę 80%, może 90% wyprawy to był spontan. Sprawdził się :)

1. Dzień - Wyruszamy
Dzień przed podróżą
Zanim wyjechaliśmy, dzień wcześniej wszyscy się spotkaliśmy, poznaliśmy Kamila, ustaliliśmy trasę i zrobiliśmy ostatnie zakupy. Następnie na noc wpadliśmy do Gośki, z którą ogarniałem większość wyprawy i jako, że mieszka przy wylotówce z Lublina następnego dnia z rana wyruszyliśmy w trasę.


autostopowy eurotrip

Wyruszamy
Spod Lublina planowaliśmy pierwszego dnia jechać przez Kraśnik, Rzeszów, Kraków, Gliwice, Ostrawę, Brno i wylądować gdzieś pod Wiedniem. Podzieliliśmy się na trzy dwójki i zaczęliśmy z różnych miejsc łapać stopa. Po nie dłużej niż 10min zatrzymał się pierwszy samochód, z którym dotarliśmy z Patrykiem do Kraśnika. Później trafił się niesamowity kierowca, bo młody ksiądz. Początkowo miał nas zabrać pod Kraków, ale tak się dobrze rozmowa kleiła, że postanowił spełnić uczynek miłosierdzia i podwieźć nas pod granicę Polsko-Czeską. Radość nasza była trudna do opisania jak szybko mogliśmy dotrzeć już do Czech. Wcześniej też musieliśmy mu pomóc z bagażami, więc pokazał nam przy okazji Łagiewniki i klasztor franciszkanów przy Krakowie. 


autostopowy eurotrip kraków

Jeszcze tylko... znowu 2km...
Dowiózł nas na granicę, gdzie spotkaliśmy Agatę i Kamila. Wspólny posiłek, pogawędka i ruszyliśmy dalej. Tym razem dojechaliśmy pod Brno wraz z kierowcą tira, Serbem, którego syn zajmował 3 miejsca w paraolimpiadach grając w ping ponga m.in w Rio. Z nim również była bardzo interesująca rozmowa, choć nie łatwo było się porozumieć. Co do Brna - musicie wiedzieć, że to przeklęte miasto dla autostopowiczów. Ciężko stamtąd wyjechać. Zrobiliśmy ok. 5-7km pieszo, by dotrzeć na wylotówkę w kierunku Wiednia. Zabawne jednak było to, że kogo nie pytaliśmy każdy mówił, że do celu jest tylko 2km: od centrum handlowego 2km, wzdłuż autostrady 2km, od stacji benzynowej znowu 2km, a od kolejnej do tej stacji przy wylotówce znowu 2km... Miało być 2km, a wyszło co najmniej 8, które pokonaliśmy z załadowanymi plecakami na plecach - nie łatwy spacer. W końcu pojawiła się stacja, której szukaliśmy. Co ciekawe tego samego dnia cała 6 dotarła do Brna, ale w różnych miejscach. Na wylotówce jednak znowu spotkaliśmy Kamila i Agatę, a jako że zrobiło się ciemno rozbiliśmy się za stacją benzynową.

2. Dzień - Bled (Słowenia)

"Be careful! It's illegal!"
O 3 rano zbudzili nas Agata z Kamilem mówiąc, że kierowca tira, który obiecał ich zabrać ze sobą, może też nas wziąć. Tak więc wyruszyliśmy w czwórkę tirem spod Brna i jadąc nocą dotarliśmy pod Wiedeń. Tam wysiadając napotkaliśmy człowieka z austriackiego rządu, który ostrzegał nas, że to co robimy jest nielegalne (w tirze może jechać tylko kierowca i 1 pasażer) i żebyśmy uważali, bo jest wojna. Chyba miał nas za uchodźców przekraczających granicę, tylko że nikt nie ucieka na południe. Na szczęście powtórzył tylko kilka razy "Be careful, it's illegal!" i sobie poszedł. Śmialiśmy się przez cały dzień, bo te "Be careful, it's illegal!" wypowiadał z przeogromnym przejęciem, chociaż myślę, że sytuacja nie była tak poważna.

Tirami spod Wiednia do Graz
Tam poczekaliśmy na wschód słońca, zjedliśmy śniadanie i zaczęliśmy pytać tirowców jak i kierowców samochodów osobowych, czy nie jadą w stronę Słowenii. Większość kierowców tira nie chciało wziąć dwójki, ale jeden z polaków nam pomógł. Mieliśmy też ofertę jechać z innymi polakami na Makarską w Chorwacji, ale pierwszym celem była Słowenia. Z tym bardzo sympatycznym Polakiem dotarliśmy pod Graz. Później pomógł nam dogadać się z innym kierowcą tira, który był z Ukrainy i ten zabrał nas pod Villach. Najlepiej co zapamiętałem z tej jazdy to było powtarzane non stop, bardzo miękkie, melodycznie przeciągane, ukraińskie "Kurwa". Bardzo wesoło się z nim rozmawiało, a podczas drogi po austriackich autostradach mogliśmy podziwiać przepiękne widoki na góry. Zostawił nas też w dobrym miejscu, jednak była to już sobota po 15, więc tiry już nie jeździły i musieliśmy szukać samochodów osobowych.


autostop eurotrip tir
Tak właśnie jeździ się tirem
W kierunku Villach
Z Austriakami jest ten problem, że bardzo nie chętnie biorą autostopowiczów. Długo siedzieliśmy na stacji pytając przyjeżdżających, czy nas nie wezmą - bezskutecznie. Byli Polacy bez wolnych miejsc, obywatele różnych krajów z którymi jednak nie można było się dogadać, aż w końcu znalazła się chętna para Polaków, którzy zechcieli nas zabrać. Jechali w kierunku Wenecji i zaoferowali podwózkę aż tam, jednak to nie był nasz kierunek. Wszystko było super, gdyby nie fakt, że minęliśmy Villach i nie było miejsca, by nas wysadzić. Zrobiliśmy małe koło, aż w końcu wysadzili nas na środku drogi szybkiego ruchu na poboczu. No super. 


autostop eurotrip austria villach

Villach z każdej strony i urocza Austriaczka
Tam nie było miejsca do zatrzymania, więc zrobiliśmy z 2km (znowu) do najbliższego parkingu, skąd mimo stereotypów, urocza Niemka zabrała nas na drugi koniec Villach. Znowu słabe miejsce. Stamtąd zabrał nas gość, który właśnie wracał z podróży koleją transsyberyjską (był m.in. w Mongolii i Rosji, bardzo chwalił), zawiózł nas do samego centrum miasta. Stamtąd zrezygnowani krążeniem dookoła miasta zdecydowaliśmy się pojechać pociągiem bezpośrednio do Bled. Na dworcu też przyznam się, że zostało moje serce, które skradła przeurocza Austriaczka. Cud dziewczyna. Zapytałem ją jak trafić na peron, z którego odjeżdża nasz pociąg. Pomogła znaleźć peron, po drodze zamieniłem z nią kilka słów i nadjechał pociąg... tyle ją widziałem. Ale dojechaliśmy do Bled. Postanowiłem jednak, że kiedyś wrócę do Austrii, bo piękne mają te góry i nie tylko góry.

Bled (Słowenia)
Na miejscu spotkaliśmy znowu Agatę i Kamila, bo jak się okazało Paweł z Gośką złapali stopa na Zadar (Chorwacja) i tam zabawili przez jedną noc. Zobaczyliśmy przepiękne jezioro z zamkiem na wzgórzu oraz krystalicznie czystą wodę. Miejsce prawdziwie zachwyca urodą ze względu na naturę, jak i bardzo ładne domki dookoła. Przybyli też autostopowicze z Wrocławia, z którymi zgadałem się na grupie przez facebooka, zrobili nam zdjęcia, pogadaliśmy, zjedliśmy kolację i wypiliśmy Lasko - tamtejsze piwo. Świetne towarzystwo, miło było poznać, ale później zaczęliśmy szukać noclegu. 


autostop eurotrip bled słowenia

autostop eurotrip bled słowenia

W drodze na pole kempingowe... 2-3km
Jak nam powiedziano w recepcji, do pola kempingowego jest 2-3km okrążając jezioro. Znowu te 2-3km... Ale były ładne widoki i pole też całkiem spoko - dużo miejsca, prysznice, możliwość naładowania telefonów, czy kamerki. Było wszystko co pole powinno mieć. Pełno było też samochodów campingowych z austriackimi rejestracjami. Ci to na prawdę lubią w ten sposób podróżować. 

3. Dzień - Piran
Poranek
Obudziliśmy się rano, dość wypoczęci i gotowi na dalsze podróże. Jako, że mieliśmy ze sobą małą, chińską (made in china) kuchenkę turystyczną oraz kolegi wojskowy sprzęt do gotowania, mogliśmy sobie przyrządzić owsiankę czy zupki chińskie. Polecam w taki sprzęt się zaopatrzyć, bo nie drogi, a daje dużo możliwości. Czasami można też zapytać na stacji lub w restauracji, czy nie zaparzą wrzątku - nigdy z tym problemu nie miałem.

Ciekawi kierowcy
Wracając do miasta Bled mogliśmy powtórnie podziwiać widoki tego pięknego miejsca. Każdemu, kto będzie jechał do Słowenii polecam o Bled zahaczyć. My jednak o południu ruszyliśmy dalej, by łapać stopa w kierunku Ljubljany. Po mniej więcej 30min zatrzymała się dwójka gości z Anglii. Mówili perfekcyjnym angielskim i cieszyłem się z samego faktu rozmowy z nimi. Przyjechali do Bled, by wziąć udział w wyścigach wspinaczkowych po skoczni narciarskiej w górę. Ogromne wyzwanie, ale właśnie tego szukali jako że byli trenerami personalnymi w bodybuildingu. Miło się rozmawiało i podwieźli nas pod Kranji przed Ljubljaną. Stamtąd zabrali nas Japończycy, który przylecieli do Słowenii w celach biznesowych, wypożyczyli samochód i wracali właśnie do Ljubljany. Kierowca prowadził firmę produkującą jeansy, bo jak mówił, od dawna lubił robić jeansy na swój sposób. A na pytanie: "Why jeans?" odpowiedział "Why not". Potem zapytałem go, czy to nie jest trudne, jako że branża spodni jeansowych jest dość obfita. Na to odpowiedział mi, że wszystko na początku jest trudne i w tym problem, że mało kto rusza z czymkolwiek, ale jak już się zacznie to potem wszystko nabiera rozpędu. Myślę więc, że cieszył się ze swojej firmy, a rozmowę na długo zapamiętam, bo dała mi trochę do myślenia.


autostop eurotrip hitchhiking
Znalezione na śmietniku przy stacji benzynowej obok wylotówki na Koper

W deszczu przez autostradę
Zatrzymaliśmy się na wylotówce w stronę Piranu(Kopru)... ale po drugiej stronie autostrady. Niby można przebiec na drugą stronę przeskakując przez barierki, ale wizja kary ok. 100 euro przekonała nas do obrania planu B. Niedaleko był most, którym mieliśmy zamiar przejść na drugą stronę. Gdy jednak byliśmy w połowie drogi do mostu, mocno się rozpadało. Tak w pełnym deszczu musieliśmy szybko przecisnąć się przez dziurę w ogrodzeniu, wejść pod górę na most, przebiec na drugą stronę i kierować się w stronę stacji. Tutaj kolejny problem, bo nie było połączenia drogi od mostu ze stacją. Musieliśmy więc biec przez ogródki działkowe, wysoką trawę, właściwie chaszcze... nadal w pełnym deszczu. Aż dobiegliśmy do ogrodzenia. Tutaj jednak nie było dziury i musieliśmy przedostać się górą. Najpierw plecaki i śpiwory, potem my. Zeskoczyliśmy i jak najszybciej pod stacje. Cali byliśmy mokrzy, więc nikim zaczęliśmy dalej łapać, trochę się wysuszyliśmy.

"Do you guys smoke ganja?"
Po wyschnięciu i łapaniu autostopu przez 2-3h postanowiliśmy zrobić sobie przerwę na coś ciepłego. 15-20min na kawkę i wracamy do akcji. Coś mnie tknęło, żeby pójść naokoło do wjazdu na stację i machnąć od niechcenia tabliczką z napisem Koper, gdy przejeżdżał pierwszy samochód. Zatrzymali się, zaprosili do środka, a pierwsze co usłyszeliśmy to "Do you guys smoke ganja?". Ani ja ani kolega nie palimy, ale kierowca przez całą drogę sobie przypalał. Te młode małżeństwo jechało akurat do Kopru, ale po raz kolejny jako, że dobrze się rozmawiało, postanowili nadłożyć te 30min i zawieźć nas już pod sam Piran. Tak trafiliśmy nad morze.



autostop eurotrip piran słowenia


Piran - słoweńskie miasto z włoskimi smaczkami
Tak jak poprzednio, tak i tu - Kamil z Agatą byli kilka godzin przed nami. Udało się jednak dotrzeć przed zmrokiem. Zamówiliśmy dobre lody i razem czekaliśmy na naszą 3. parę. Jak tylko wszyscy się spotkaliśmy, wyruszyliśmy wąskimi uliczkami miasta, by podziwiać ich uroki jak i widoki na morze. W tym mieście najbardziej właśnie spodobały mi się te wąskie uliczki, które za każdym rogiem skrywały coś nowego: małe ogródki, balkoniki, tarasy, podejścia do widoków, kościół. Najlepiej to będzie widać na filmie.



autostop eurotrip piran słowenia

Noc pod gwiazdami na wzgórzu miasta
Zobaczyliśmy chyba całe miasto nocą, by następnie znaleźć miejsce do spania. Kierowaliśmy się w stronę plaży i jednocześnie pola kempingowego, jednak znaleźliśmy miejsce, które było dużo lepsze niż pole namiotowe. Była to mała przestrzeń na wzgórzu nad domkami, zaraz przy zejściu do dolnej części miasta, ale nieco po boku. Postanowiliśmy się tam rozbić, a jako że było ciepło to nawet namiotów nie rozkładaliśmy, tylko na nierozłożone namioty położyliśmy karimaty i śpiwory... no dobra, jedna para rozbiła namiot, bo bali się deszczu. To była moim zdaniem najlepsza noc podróży. Nad głową pełne niebo gwiazd, za głową nieco niżej plaża, dookoła cisza i spokój. W nocy coś mi się śniło, a gdy się przebudziłem i zobaczyłem gdzie jestem nadal myślałem, że śnie. Piękne uczucie myśleć, że się śni, a tu się okazuje, że to twoja rzeczywistość.


autostop eurotrip namioty nocleg

autostop eurotrip piran widok
Ładne widoczki z rana, co nie? 

4. Dzień - Piran za dnia i Triest (Włochy)

Poranek
Budząc się około godziny 6 czy 7 widzieliśmy dzieci idące do szkoły i ludzi biegających o poranku. Nikt się nami nie przejmował, a jak ktoś popatrzył to się pomachało - wiedziałem, że szykuje się dobry dzień. Po śniadaniu był czas na sesje zdjęciową ze wzgórza na piękne widoki, a później wybraliśmy się na plażę.

Plażowanie
Jako, że była to już druga połowa września, woda nie była zbyt ciepła, ale jak się chwilę popływało to robiło się ciepło. Najciekawsze jednak było to, jak woda była słona. Połykając wodę czuło się, jakby się posmakowało łyżki soli. Na samą myśl o tym się wzdrygam. Jednak radość dotarcia do tego miejsca i widoki dookoła refundowały zimną i słoną wodę - było rewelacyjnie. 


autostop eurotrip piran wakacje

W życiu nie chodzi o to, żeby mieć milion, ale żeby żyć tak, jakby się miało milion
Podczas gdy męska część ekipy się kąpała w wodzie, dziewczyny chciały znaleźć prysznic. Pogadały z napotkanymi Polakami, dostały klucze do pryszniców na polu campingowym i za darmo się umyły. Nam niestety się to nie udało, bo właściciele pola campingowego zwęszyli podstęp i nas wygonili... Wtedy jednak przyszła mi do głowy myśl, że: "w życiu nie chodzi o to, żeby mieć milion, ale żeby żyć tak, jakby się miało milion". Wybraliśmy się w tak niesamowite miejsca, wydając stosunkowo tak mało pieniędzy, śpiąc za darmo w nadzwyczajnym miejscu i część z nas jeszcze prysznic miało za darmo - coś pięknego. Jakby nam też się udało to byłoby jeszcze piękniej, ale widocznie nie można mieć wszystkiego. Sama idea myślę, że i tak jest ciekawa.

Później poszliśmy coś zjeść i planować dalej wyprawę. Wpadliśmy na pomysł, że skoro jesteśmy tak blisko to czemu właściwie nie pojechać do Włoch, do Triestu. Pomysł nieco szalony, ale wszyscy byliśmy za. Tak więc spakowaliśmy rzeczy i poszliśmy łapać stopa.

Triest
Tutaj zrobiliśmy mały mix par, bo dziewczyny chciały razem jechać. Nic dziwnego, że złapały jako pierwsze autostop, ale jako że byliśmy w okolicy, kierowca nas też zabrał. Takim sposobem we 4 dojechaliśmy z Włochem do Triestu. 


autostop eurotrip triest

Pozostałej dwójce trochę dłużej podróż zajęła, ale też do nas dotarli jak piliśmy na miejscu smaczne Capo in "B". Jest to cappuccino  podawane w specjalnym, małym naczyniu. Po spotkaniu postanowiliśmy, że trzeba coś zjeść i przy okazji poszukać noclegu przez wifi. Zjedliśmy pyszne lasagne, zamówiliśmy białe wino, poczuliśmy klimat Włoch i zaczęliśmy szukać hostelu. Nie spodziewaliśmy się, że przysporzy nam to tyle przygód...

autostop eurotrip triest

Podejrzany hostel i zabawna sytuacja w kamienicy
Dziewczyny szybko znalazły hostel na booking.com, cena nie była zbyt mała, ale jak na centrum miasta musieliśmy się z tym pogodzić. Na Couchsurfingu też nikt się nie odezwał, więc zaczęliśmy iść w stronę hostelu. Nie było telefonu, więc zrobiliśmy zdjęcia oferty i doszliśmy pod wskazany adres. Tam jak się okazało, właściciela nie było... Nie wiem czy w ogóle jakikolwiek nocleg był. Pytaliśmy sąsiadów, nikt nic nie wie. Tutaj była zabawna sytuacja, gdy pukamy do jednych drzwi i otwiera kobieta nie mówiąca po angielsku. Zawołała więc męża. On też mało po angielsku mówi, ale jak usłyszał "hostel", zadzwonił do kolegi, który ma hostel i mówi po angielsku. Z nim też porozmawialiśmy, ale chciał 33 euro od osoby za jedną noc, więc trochę za dużo. Podziękowaliśmy. Wtedy kobieta przypomniała sobie, że jej sąsiadka mówi po angielsku. Zawołała ją i mieliśmy tłumacza. Wtedy obie sąsiadki wraz z mężem zaczęli dzwonić i szukać nam miejsca do spania. Zabawna sytuacja, bo już myślałem, że zaraz mieszkańcy całej kamienicy się zejdą, żeby nam pomóc. Ostatecznie jednak niczego nie udało się znaleźć. Wyruszyliśmy więc na miasto w poszukiwaniu wifi i innych hosteli.

Ksiądz, który nas rozumie
Hostele, które znaleźliśmy były albo zbyt drogie, albo nie miały pokoi, żeby pomieścić 6 osób. Chodząc z Agatą po uliczkach Triestu nagle, spontanicznie padł pomysł: chodźmy zapytać o pomoc w kościele. Wchodzimy, mówimy, że jesteśmy z Polski, podróżujemy po Europie, szukamy noclegu i czy pomogą... Proboszcz wskazuje na jednego księdza, a on do nas "Dzień dobry". To był ksiądz z Polski, który pomógł nam znaleźć niezbyt drogi hostel. Koleżanka - Gosia - zagadała z właścicielem hostelu i niby nie było pokoju dla 6 osób, ale w szóstkę spaliśmy w 4-osobowym pokoju. Posiadając nocleg i miejsce, gdzie możemy zostawić bagaże, wyruszyliśmy na miasto.

Aperol Spritz
Za dnia było bardzo dużo ludzi, ale jako że to był wtorek po 22 to nocą niezbyt wiele już się działo. Znaleźliśmy jednak otwarty pub, gdzie napiliśmy się włoskiego drinku - Aperol Spritz. Jest to drink na bazie Prosecco i Aperola. Było smacznie. Później zamówiliśmy kolejnego drinka(i), ale nazwy nie pamiętam.


autostop eurotrip aperol spritz

Triest nocą
Po spożyciu pewnej (niezbyt dużej, ale i nie małej) ilości alkoholu wyruszyliśmy wesoło zwiedzać nocą Triest. Nocą miasto nie zachwyciło mnie jak za dnia, ale i tak było ładnie, ciepło i można było się wszędzie włóczyć. Dość ciekawy widok był z jednego wzgórza, gdzie widać było miasto z góry.

autostop eurotrip triest

Na bezludną wyspę zabiorę...
Tak włóczyliśmy się po mieście już bez większych przygód, by na koniec wybrać się na molo. Tam zagraliśmy w "Na bezludną wyspę mogę zabrać ... i to się na pewno zmieści :) " - gra, której zasad nie mogę tłumaczyć. W niej właśnie o to chodzi, by rozgryźć zasadę i się dołączyć do tych co już znają. Trochę przypomina grę w "Księżyc" lub "music box".

Noc
Po zakończonej grze, śpiewając improwizowane melodie i robiąc podkład beatboxowy całym zespołem, wróciliśmy do hostelu, by wyspać się i z rana ruszyć na Chorwację.
Nikt nie spodziewał się, że szykuje nam się taka pomyłka, która potem zaważyła na znacznej części wyprawy. Ale to już w kolejnej części...


Autostopowy Eurotrip - Część I Autostopowy Eurotrip - Część I Reviewed by Poznawacz on 11:57 Rating: 5

3 komentarze:

  1. Ale cholernie Wam zazdroszczę! Marzy mi się taki trip, choć co do stopa mam trochę uraz po tym, jak w Holandii nikt nie chciał zabrać mnie i faceta a wylądowaliśmy bez kasy, telefonu w innym mieście z którego nie było już powrotu do domu.
    Hahaha gdyby mnie ktoś zapytał "Do you guys smoke ganja" byłabym w niebie. Nie dość, że taki trip to świetna sprawa, to jeszcze dostajesz zaproszenie do palonka z obcymi ludźmi na trasie, świetna sprawa :D

    Czekam na część drugą :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Z autostopem nigdy nie wiadomo co się przytrafi i faktycznie może być tak jak mówisz - w obcym mieście, gdzie nie wiadomo co zrobić, a zatrzymać też się nikt nie chce. Czasami też wystarczy miejsce zmienić i nagle BANG, wszystko się zmienia. Czasami też (jak my jednego razu) można stać 7h w jednym miejscu i nic, można stać 3h w deszczu, aż w końcu zatrzyma się ktoś taki jak Ci właśnie od ganji :D Nie przewidzisz przygód, ale mogę zdradzić tyle, że w II części będzie jeszcze ciekawiej ;)

      Usuń
    2. http://www.poznawacz.pl/2016/10/autostopowy-eurotrip-czesc-ii.html
      Zapraszam na drugą część ;)

      Usuń

Obsługiwane przez usługę Blogger.