Spotkanie z Michałem Kozokiem

Hej!
W piątek postanowiłem wybrać się na wydarzenie: spotkanie z Michałem Kozokiem w Cichej Kunie. Nie brałem jeszcze udziału w takim wydarzeniu, więc była to w pewnym rodzaju nowość dla mnie. Zdecydowałem się jednak, gdyż chciałem posłuchać o przygodach podróżnika.



Samo wydarzenie zaczęło się dla mnie dość ciekawie, bo po rozmowie telefonicznej, w której dowiedziałem się o braku biletów, postanowiłem mimo to wybrać się tam i spróbować swoich umiejętności miękkich :D Chciałem zagadać tak, żeby jakoś mieć okazję posłuchać historii Michała. Udało się w końcu zrobić tak, że jeżeli ktoś zarezerwował bilet, a nie przyszedł, ja będę mógł wejść na jego miejsce. Tak się stało :)

Jego opowiadanie dotyczyło podróży wzdłuż Ameryki Południowej poruszając się bez wykorzystania silnika.  Podróżował przez 295 dni, przebył 13,588km. Przebywał drogę m.in. pieszo, na hulajnodze, rowerem, łodzią, kajakiem, wózkiem ze sklepu, deskorolką, rolkami, z taczką. Przedzierał się przez dżunglę, pustynie, wspinał się po skałach, płynął przez rzeki, leciał paralotnią, szedł po szlakach, gdzie prawnie nie można było wchodzić, ale nie przejmował się tym, bo celem była podróż i dotarcie do celu.



Krainy, natura jaką pokazywał na zdjęciach wyglądała cudownie, więc na żywo wrażenie musiało powalać. Ciekawe jest to, że czasami ludzie się wybierają przykładowo na spływ kajakowy, albo na wspinaczkę, a on to wszystko miał w ciągu jednej podróży - można pozazdrościć :D. Spodobało mi się też jego podejście do życia. Gdy miał możliwość kupienia dziwnej hulajnogi trójkołowej na początku nie chciał jej kupić, ale potem doszedł do wniosku, że jak jej nie kupi to nigdy nie dowie się jak to jest jechać na takiej hulajnodze. Ten sposób myślenia bardzo mi się spodobał :) Podziwiam go za to, że miał odwagę robić rzeczy, na które większość ludzi nie pozwoliłaby sobie, a przy tym był tak wytrwałym i pozytywnie szalonym człowiekiem :D Szalonym, bo poza tym, że pokonywał dziką naturę opowiadał m.in. o tym jak szedł przez park, do którego nie było wstępu, ale tamtędy właśnie chciał przejść. Najlepsze w tym było to, że postanowił jeszcze odwiedzić właściciela parku, ten go przyjął serdecznie, chociaż był w lekkim szoku. Druga sytuacja - był zakaz przejazdu przez pewien most rowerem. On zaczaił się za krzakami i jak straż nie patrzyła szybko wjechał na ten most. Policja zaczęła go ścigać motorami, ale udawał, że nic nie słyszy. Gdy na końcu mostu spotkała go blokada uśmiechnął się, pogadał z policjantami i go puścili dalej - wesoły człowiek :D



Czasami ciężko jest namówić znajomych na jakąś małą wyprawę, czasami ciężko jest zebrać ludzi do jakiegoś nietypowego spotkania, przejażdżki rowerowej, czy innego sposobu spędzania czasu na świeżym powietrzu. Ale czym są te wszystkie pomysły wobec przebycia drogi wzdłuż Ameryki Południowej - to jest dla mnie ogromna różnica.

Najdłuższą wyprawę jaką miałem to było chyba przebycie ok. 100km rowerem w ciągu jednego dnia, gdy jechaliśmy z kolegą nad jezioro Piaseczno z Lublina i z powrotem. Kiedyś też z rodziną robiliśmy spore dystansy nad roztoczem rowerami, albo po górach sporo się chodziło kilka dni pod rząd, ale 13,5 tysięcy kilometrów to jest coś ogromnego :P




Myślę, że samotna wędrówka musi być ciekawym doświadczeniem, bowiem można skonfrontować się ze swoimi myślami, poznać nowe krainy i spróbować wielu nowych rzeczy. Dlatego też podziwiam pana Kozoka, za to że udało mu się zwiedzić tak wiele krajów i jest tak otwartym na życie człowiekiem. Myślę, że zwiedzenie dzikiej natury byłoby świetnym doświadczeniem i może kiedyś uda mi się tego dokonać w jakimś stopniu. Chociaż prezentacja sama w sobie niezbyt mnie porwała, ze względu na mało malowniczy sposób opowiadania, to jednak historia zrobiła na mnie wrażenie. Zamiętam ją i gdy kiedyś przejdzie mi przez głowę myśl w stylu: tam nie jadę, to za daleko... pomyślę o tym co tutaj usłyszałem i wyruszę. Właśnie mi się też przypomniało, że noszę przy kluczach brelok, który dostałem kiedyś od mamy, z cytatem Lao-tse: "Nawet najdalsza podróż zaczyna się od pierwszego kroku." Hmm, muszę o tym pamiętać :)

Na dzisiaj to chyba tyle. O szczegółach podróży Michała Kozoka możecie wyczytać w jego książce pt. "Siłami Natury" lub na jego blogu: http://www.kozok.eu/pl/index.php



Pozdrawiam ;)

Spotkanie z Michałem Kozokiem Spotkanie z Michałem Kozokiem Reviewed by Poznawacz on 08:26 Rating: 5

Brak komentarzy:

Obsługiwane przez usługę Blogger.