Wyprawa do lutnika i poznanie niespodziewanie ciekawego człowieka

Dzisiaj opowiem krótką historię, która wydarzyła się kilka dni temu.


Pojechałem autobusem na Górczyn, by kierować się w stronę ul. Węglowej. 
Jest tam lutnik, do którego gitarę chciałem zanieść na szlif progów.
Pomyślałem jednak, że nie będę szukał ulicy na google map w telefonie, a zacznę pytać ludzi jak tam dotrzeć. Może coś z tego wyniknie.

Na początku zapytałem wysiadającej ze mną z autobusu dziewczyny, gdzie mogę znaleźć ul. Węglową. Bardzo chciała mi pomóc, ale internet w telefonie jak na złość nie chciał działać. Chwila minęła, zamieniliśmy kilka zdań, a w między czasie starsza pani, która usłyszała że szukam ul. Węglowej dodała, że trzeba iść mniej więcej w tamtym kierunku (wskazała palcem) i że tam kiedyś kopalnia była. Hmm... niby nic ciekawego, ale przynajmniej wiem czemu ulica ma nazwę Węglowa :)
W końcu udało się połączyć z internetem i dowiedziałem się, gdzie konkretnie się kierować.

Podziękowałem i ruszyłem dalej... 
potem zapytałem starszego pana gdzie jest budynek nr. 1 albo 13... nie pamiętam. W każdym razie zapytałem. Dowiedziałem się, gdzie mogę znaleźć lutnika - z tyłu budynku ma swoją siedzibę. Najciekawsze jednak zdarzenie wystąpiło, gdy wracałem od lutnika.




Spotkałem bowiem tego człowieka ponownie. Zapytał o gitarę, co z nią było. Opowiedziałem o tym, że już trochę na niej grałem, więc wypadałoby poprawić progi i wyregulować ją, żeby komfort grania poprawić. Co ciekawe, ten starszy człowiek też kiedyś grał na instrumencie. 15 lat gry na klarnecie, w tym sporo czasu w kwartecie jazzowym. Opowiedział mi o tym jak grali w Poznaniu, o basiście ze znakomitym słuchem oraz o muzyce w "dawnych czasach". Potem temat lekko odbiegł od instrumentów, bo powiedział, że teraz to nie ma dobrych męskich wokali w branży muzycznej, z czym się zgodziłem i jak uważam, rzeczywiście mało jest wokalistów, że tak powiem "z jajami" :D
Starszy pan mówił, że jak Kiepura kiedyś śpiewał to bez mikrofonu słychać go było z daleka, a teraz żaden by tak nie potrafił. Na koniec wróciliśmy do tematu klarnetu i zapytałem go czy gra jeszcze.

Odpowiedział, że zaprzestał ze względu na rodzinę - w domu ćwiczyć na klarnecie nie chciał, gdyż bardzo denerwowałoby to domowników. Szkoda trochę, że taki człowiek, który opowiadał tę historię z tak wielką pasją porzucił granie. Może kiedyś do tego wróci, a może po tej rozmowie coś go ruszyło... tego nie wiem, ale wiem że to było bardzo ciekawe spotkanie. Zadziwia mnie fakt, że miałem okazję poznać takiego człowieka w tak przypadkowy sposób. Musiałem się zaraz jednak pożegnać, bo tego samego dnia miałem egzamin ustny i lekko się spieszyłem. Wracając jednak żałowałem trochę, że nie namówiłem byłego muzyka na to by spróbował do tego wrócić. Ale za to pojechałem z dobrym humorem na egzamin i zdałem na 4 :D


uliczny klarnecista


Morał z tej historii jest taki, że czasem warto zwrócić uwagę na mijających nas ludzi, może o coś zapytać, porozmawiać. Ile ludzi, tyle opinii, doświadczeń, a nigdy nie wiadomo czego od tej osoby się dowiemy. Dlatego też myślę, że dobrym pomysłem jest, by czasem otworzyć się na innych ludzi.
Chociaż sam niezbyt często zagaduję, to jednak mam plan coś z tym zrobić ;)

Pozdrawiam

Wyprawa do lutnika i poznanie niespodziewanie ciekawego człowieka Wyprawa do lutnika i poznanie niespodziewanie ciekawego człowieka Reviewed by Poznawacz on 16:43 Rating: 5

Brak komentarzy:

Obsługiwane przez usługę Blogger.